W środę (8 kwietnia) Industria Kielce zremisowała 32:32 (17:19) z OTP-Bank Pickiem Szeged w rewanżowym meczu fazy play-off Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych, w wyniku czego odpadła z dalszej rywalizacji w tych rozgrywkach.
W kadrze kielczan na to spotkanie nie znaleźli się Bekir Cordalija oraz Marcel Latosiński. Obaj zawodnicy nie zmieścili się w meczowej szesnastce. Do składu powrócił natomiast Alex Dujszebajew. Dla Hiszpana był to pierwszy występ od lutowego starcia z Fuechse Berlin, w którym doznał urazu mięśnia dwugłowego uda.
Pierwszą bramkę w tym starciu rzucił Lazar Kukić. Błąd rzutowy Jorge Maquedy w pierwszej ofensywnej akcji Iskry wykorzystał Janus Smarason. Fantastyczną dyspozycją w bramce popisywał się Roland Mikler, który obronił rzut Szymona Sićki z drugiej linii. Potem Jelinić rzucił na 3:0. Niestety, problemy jednak nie ustępowały. Kolejną próbę Sićki z drugiej linii odbił Mikler. Wicemistrzowie Węgier wykorzystali tę okazję, a dokładniej Jeremy Toto, który rzucił czwartego gola dla Picku.
W następnej akcji Iskra się w końcu obudziła, a pierwszą bramkę rzucił Jorge Maqueda. Rzut karny gości obronił Ferlin, a Maqueda trafił do siatki po raz drugi (2:4). Segedyńczycy popełnili kolejny błąd rzutowy, dzięki czemu Dylan Nahi mógł chwilowo zminimalizować stratę kielczan do jednego trafienia.
Jednakże goście nie przestawali atakować. Rzut Maquedy obronił golkiper Szegedu, zagrał szybko piłkę do Jelinicia, którzy rzucił siódmą bramkę. Wówczas przewaga pięciokrotnych mistrzów Węgier ustabilizowała się na poziomie trzech punktów. Po 10 minutach gry było 6:9.
W tym momencie do gry weszła dobra defensywa Industrii, która zaczęła przechwycać ważne piłki i redukować swoją stratę do węgierskiego zespołu. Po kwadransie na tablicy wyników widniał rezultat 9:10. Do takiego stanu przyczynili się Dylan Nahi oraz Szymon Sićko.
W drugiej części pierwszej połowy na boisku pojawili się bracia Dujszebajew, Benoit Kounkoud czy Arciom Karaliok. Jednakże po chwilowych niedogodnościach goście ponownie kontrolowali przebieg spotkania, a ich zaliczka wahała się od dwóch do czterech trafień. Od 22. minuty oraz 13. bramki kielczanie zanotowali bardzo niepożądany przestój. Podopieczni Tałanta Dujszebajrwa wyraźnie nie mieli pomysłu na sforsowanie węgierskiej defensywy, a jeśli dochodzili do pozycji rzutowych, to piłki odbijał Mikler. Jednakże Pick też się zaciął, a od 23. do 23. do 27. minuty nie padła żadna bramka.
Impas przełamał Lazar Kukić, rzucając 17. bramkę dla wicemistrzów Węgier. Po stronie kieleckiej był to Szymon Sićko, który rzucił 14. bramkę Industrii w tym spotkaniu. Nadzieje na lepszą przerwę dał Alex Dujszebajew, który przejął podanie gości i oddał celny rzut na pustą bramkę, redukując przewagę gości do jednego gola. Jednakże Węgrzy dostali jeszcze jedną szansę po syrenie końcowej. Do rzutu wolnego podszedł Richard Bodo i trafił celnie do bramki Klemena Ferlina. Po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik 17:19 dla Picku.
Druga połowa rozpoczęła się od obronionego przez Rolanda Miklera rzutu Alexa Dujszebajewa. Obojętny na to nie pozostał Lazar Kukić, który podobnie jak w pierwszej połowie rozwiązał worek z bramkami. Swojej próby nie wykorzystał Szymon Sićko, lecz wicemistrzowie Węgier też popełnili błąd, dzięki czemu Industria trzymała kontakt. Goście po raz kolejny się mylili, dzięki czemu Daniel Dujszebajew mógł zminimalizować stratę do jednego trafienia. W kolejnej akcji kielczanie zmusili segedyńczyków do zagrania piłki poza plac gry. Szybka akcja, pewna próba Sićki i w 35. minucie był remis po 20.
Podopieczni Michaela Apelgrena byli w wyraźnie gorszej dyspozycji na początku drugiej części spotkania. Niepewność Smarasona wykorzystał Klemen Ferlin, który obronił jego rzut. Szóstą bramkę odnotował Sićko, a Industria wyszła na prowadzenie. Wszystko wskazywało na to, że Słoweniec wpadł w trans, bo przy podejściu Bence Banhidiego także interweniował skutecznie. Pewnie wykonany rzut karny przez Piotra Jarosiewicza i było 22:20 dla Żółto-Biało-Niebieskich. Trener Picku poprosił wówczas o przerwę. Przyniosła ona efekt, gdyż Węgrzy przełamali strzelecką niemoc, a Tobias Thulin obronił siódemkę Jarosiewicza. Jednakże Ferlin nadal czarował w bramce, dzięki czemu kielczanie utrzymywali swoją zaliczkę. Po 40 minutach gry było 23:21 dla gospodarzy.
Na parkiecie nadal czarował Szymon Sićko, który m. in. zaskoczył Thulina niekonwencjonalnym rzutem spod biodra. Jednakże rozgrywający kieleckiej drużyny zapędził się w kozi róg i jego próbę z ostrego kąta obronił Thulin. Jednakże po stronie Picku chybił także Bodo, dzięku czemu Iskra nadal miała przewagę po kolejnym bardzo dobrym próbie Sićki z drugiej linii. Dzięki dobrej interwencji Ferlina i rzucie Karalioka z koła Industria wyrównała w dwumeczu. Niestety, w następnej akcji chybił Sićko, co skrzętnie wykorzystał Mario Sostarić, trafiając z rzutu karnego po faulu na Smarasonie, redukując tym samym stratę Picku do jednego trafienia. Błąd w rozegraniu pięciokrotnych mistrzów Węgier z lekkimi komplikacjami wykorzystał Arciom Karaliok, ponownie doprowadzając do remisu w dwumeczu. Po 50 minutach na tablicy widniał wynik 28:25.
W następnej akcji kosmiczną interwencją popisał się Klemen Ferlin, a pewnie z koła trafił Theo Monar, wyprowadzając gospodarzy na czterobramkowe prowadzenie dające wirtualny awans do ćwierćfinału. Goście walczyli o utrzymanie się w grze, lecz sprawy nie ułatwiła im czerwona kartka dla Gleba Kalarasha w 52. minucie wynikająca z gradacji kar. W kolejnych minutach podopieczni Michaela Apelgrena mieli coraz większe problemy z dojściem do pozycji rzutowych. Dwie minuty później Dylan Nahi rzucił 31. bramkę dla kielczan, ponownie wyprowadzając gospodarzy na czterobramkowe prowadzenie dające wirtualny awans do ćwierćfinału.
Kolejne dwie minuty później sędziowie postawili gościom ultimatum rzutu. Swoich sił spróbował Richard Bodo, lecz Klemen Ferlin pewnie odbił piłkę przed siebie. Okazji ten nie wykorzystał jednak Alex Dujszebajew, oddając niewytłumaczalny rzut. Dzięki temu Węgrzy ponownie wyrównali stan dwumeczu. Na 2,5 minuty przed końcem obie drużyny zostały osłabione, gdyż kary dwóch minut otrzymali Marin Jelinić i Arciom Karaliok. Po tej przerwie w grze goście rzucili się do niesamowitej pogoni. Rzut Sićki obronił Mikler, Smarason zredukował stratę do dwóch trafień, a Pick wrócił na prowadzenie w dwumeczu. Następnie rzut Olejniczaka ponownie obronił golkiper gości.
Wówczas węgierski zespół dostał skrzydeł, gdyż w przeciągu pół minuty bramki rzucili Bodo i Garciandia, którzy doprowadzali do remisu w meczu. Po trafieniu zanotowali jeszcze Nahi oraz Jelinić, przez co starcie zakończyło się wynikiem 32:32.
Tak spotkanie podsumował trener Industrii - Tałant Dujszebajew:
- Co mogę powiedzieć? Mieliśmy wszystko w naszych rękach - czterobramkowe prowadzenie, posiadanie piłki - i robimy to, co zrobiliśmy. Jestem temu winny - mój błąd. Mogłem wziąć czas, postąpić inaczej. Wyszarpaliśmy remis, ale awans był już daleko. Nie unieśliśmy presji oraz ciężaru psychicznego w końcówce. Nie mam pretensji do chłopaków, bo walczyli do końca, zostawili serce na parkiecie, ale niestety nie awansowaliśmy dalej. Gratulujemy Pickowi awansu.
W podobnym tonie wypowiadał się rozgrywający kielczan - Daniel Dujszebajew:
- Co mogę powiedzieć? Drużyna z Segedynu była po prostu lepsza. Nie wiem, co więcej powiedzieć. Wykorzystali dobry moment - gratulujemy im awansu.
- Nasza reakcja na wydarzenia z pierwszej części spotkania była bardzo dobra, ale w tym najważniejszym momencie nie wykorzystaliśmy naszej szansy. Jest to dla nas ciężki moment, ale musimy myśleć o końcówce sezonu. Chcielibyśmy przeprosić kibiców. Jak zawsze dziękujemy za fantastyczny doping!
Industria Kielce rozegra następne spotkanie w niedzielę, 12 kwietnia, o godzinie 16. Jej rywalem z ostaniej serii gier fazy zasadniczej Orlen Superligi będzie drużyna Stali Mielec.