W Wielką Sobotę (4 kwietnia) szczypiorniści Industrii Kielce pokonali 38:28 (22:15) drużynę Zepter KPR-u Legionowo w meczu 25. serii gier Orlen Superligi.
W kadrze Żółto-Biało-Niebieskich na to spotkanie zabrakło Alexa Dujszebajewa oraz Klemena Ferlina. Hiszpan powróci do treningów z drużyną w poniedziałek, a Słoweniec został zastąpiony przez Bekira Cordaliję. Pomimo wpisania w protokół zawodów, na parkiecie nie pojawił się także Aleks Vlah, obserwując spotkanie zza ławki rezerwowych, natomiast jest w pełni zdrowy i była to kwestia odpoczynku od gry.
Już od pierwszej syreny można było zaobserwować, iż nie będzie to najłatwiejsza potyczka dla wicemistrzów Polski. Legionowianie postawili twarde warunki na parkiecie i pomimo tworzenia dwu-, trzybramkowej przewagi przez Iskrę, goście byli w stanie ją skutecznie nadrabiać i w 22. minucie był remis po 14. Do takiego stanu rzeczy przyczyniły się błędy wynikające z pośpiechu oraz przeciętna skuteczność Industrii.
Jednakże wówczas podopieczni Tałanta Dujszebajewa wrzucili wyższy bieg i weszli w dobry rytm rzucania bramek, dzięki czemu po sześciu minutach mieli już 7-punktową zaliczkę, którą skutecznie utrzymali do przerwy. Było to spowodowane także rozregulowanymi celownikami zawodników KPR-u, którzy często rzucali poza światło bramki.
W drugiej części zmagań goście wrócili na tory z pierwszych 20 minut pierwszej połowy i rywalizowali jak równy z równym z kielczanami. W 37. minucie meczu zminimalizowali oni swoją stratę do czterech trafień, jednakże Żółto-Biało-Niebiescy szybko odskoczyli na sześć bramek.
W 51. minucie KPR jeszcze raz zminimalizował rozmiary zaliczki Iskry do czterech punktów, lecz wówczas gospodarze powtórzyli scenariusz z pierwszej części i podkręcili tempo gry. W przeciągu czterech minut trafiali aż sześć razy, co pozwoliło im na zwycięstwo z dziesięcioma bramkami przewagi.
Tak spotkanie podsumował drugi trener Industrii - Krzysztof Lijewski:
- Nie był to na pewno taki łatwy mecz, jakby się mogło wszystkim wydawać przed spotkaniem. Byliśmy faworytem, wywiązaliśmy się z naszego zadania. Wygraliśmy, trzy punkty zostały u nas w domu, natomiast sam przebieg spotkania pokazywał, że Legionowo też dobrze gra w piłkę ręczną. Jest to drużyna, która już okrzepła w Superlidze, zawodnicy są bardziej odważni w podejmowaniu decyzji rzutowych. Właśnie rzuty z drugiej linii, szczególnie na początku spotkania, pokazały, że to jest groźny zespół, jeżeli dojdzie do takich pozycji, natomiast to nie zmienia faktu, że kontrolowaliśmy przebieg gry. Sporo biegaliśmy do kontrataków, a to będzie potrzebne w środowym meczu. Cieszę się, że przepracowaliśmy ten element gry oraz każdy z zawodników pojawił się na parkiecie, zakończył mecz zdrowy i dołożył cegiełkę do zwycięstwa.
Natomiast tak wypowiadał się obrotowy kielczan - Łukasz Rogulski:
- Na pewno był to ciężki mecz po czwartkowym wyjeździe. Mieliśmy mało czasu, aby się przygotować - podróż powrotna, mała ilość snu. Ciężko było wejść i zagrać. Ja, który nie wystąpiłem przedwczoraj, odczuwałem trudy tego wyjazdu, a co dopiero zawodnicy, którzy zagrali w Segedynie, więc cieszymy się, że udało się wygrać, kontrolując grę przez pełne 60 minut. Fragmentami pojawiła się niepotrzebna nerwowość, ale wydaję mi się, że to normalne i usprawiedliwione. Najważniejszy jest fakt, że wszyscy skończyliśmy to spotkanie zdrowi i możemy spokojnie przygotowywać się do środowego rewanżu.
Żółto-Biało-Niebiescy rozegrają następne spotkanie w środę, 8 kwietnia, o godzinie 18:45. Ich rywalem w meczu rewanżowym fazy play-off Ligi Mistrzów będzie drużyna OTP Bank-Picku Szeged.