W poniedziałek (6 kwietnia) Korona Kielce przegrała na wyjeździe 4:2 z Lechią Gdańsk w spotkaniu 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy.

W kadrze meczowej Złocisto-Krwistych na to starcie oprócz Vladimira Nikolova oraz Nikodema Niskiego zabrakło również Antonina. Hiszpan zmaga się ze stanem zapalnym ścięgna Achillesa.
Gospodarze mogli zdobyć pierwszą bramkę już w pierwszej minucie, kiedy dobrą, długą piłkę na lewą stronę zagrał Tomasz Wójtowicz. Dobre przyjęcie zanotował Aleksander Ćirković, wszedł z lewej strony w pole karne i oddał strzał, który minimalnie minął bramkę Korony.
Kilkadziesiąt sekund później swoją pierwszą okazję mieli goście. Marcel Pięczek dośrodkował na pole karne, gdzie niecelny strzał głową oddał Wiktor Długosz.
Po raz pierwszy piłka wylądowała w siatce w ósmej minucie. Bezpośrednim uderzeniem z narożnika boiska popisał się Ćirković, lecz jego trafienie zostało anulowane. Stało się tak, ponieważ Tomas Bobcek sfaulował Xaviera Dziekońskiego, uniemożliwiając mu skuteczną interwencję.
Kilka minut później Słowak mógł strzelić bramkę. Iwan Zhelizko “przypadkowo” zagrał dłuższą, górną piłkę, która trafiła pod nogi idealnie ustawionego Bobcka. Napastnik stanął oko w oko z golkiperem kielczan, lecz uderzył prosto w niego.
W 19. minucie meczu swoich sił ponownie spróbowali Koroniarze. Po rozegraniu na lewej flance, Remacle zagrał długą piłkę do wbiegającego w pole karne Błanika. Kapitan Korony minął Maksyma Diaczuka i oddał strzał, który został jednak zablokowany przez ukraińskiego stopera.
Wówczas gdańszczanie ruszyli z kontrą. Zhelizko rozciągnął akcję podaniem do Camilo Meny. Kolumbijczyk przebiegł kilkadziesiąt metrów, po czym podał w pole karne. Zagrania nie zdołał przeciąć Marcel Pięczek, który miał piłkę pomiędzy nogami, dzięki czemu dotarła ona do Bobcka. Słowak zdołał wystawić ją na pustą bramkę niepilnowanemu Ćirkoviciowi, który pewnie trafił do siatki, wyprowadzając Lechię na prowadzenie.
Kolejna groźna sytuacja miała miejsce pięć minut później. Lechia wyszła z dobrym kontratakiem. Ćirković po przebiegnięciu ok. 35 metrów i zejściu do środka zagrał na prawą stronę do Meny. Inteligentne rozegranie, wrzutka Wójtowicza i Koronę przed stratą bramki uratował tylko zły strzał Bobcka.
Jednakże w tym momencie do gry wkroczył wóz VAR, który zauważył faul Konstantinosa Soteriou na napastniku Lechistów. Po kilkuminutowej naradzie i obejrzeniu sytuacji na monitorze sędzia Tomasz Kwiatkowski podyktował rzut karny dla gospodarzy oraz ukarał cypryjskiego stopera czerwoną kartką, ponieważ był ostatnim graczem, który mógł zatrzymać atak (DOGSO). 24-latek pewnie zamienił jedenastkę na gola i w 29. minucie było już 2:0 dla Biało-Zielonych.
180 sekund później mogło być już 3:0, gdyż po raz drugi do siatki trafił Tomas Bobcek, lecz znajdował się na pozycji spalonej. Następnie swoich sił spróbował także Zhelizko, lecz jego bardzo dobre uderzenie z rzutu wolnego nad poprzeczką przeniósł Dziekoński.
Po przerwie Lechia kontynuowała ostre ataki. Długi, blisko 40-metrowy rajd lewą stroną boiska przeprowadził Tomasz Neugebauer. Skrzydłowy rozegrał piłkę z Bobckiem 20 metrów od bramki, wszedł w pole karne i stanął oko w oko z Xavierem Dziekońskim. Natomiast złe przyjęcie po odegraniu od słowackiego napastnika oraz dalekie wyjście golkipera Korony zmusiło go do wycofania piłki do Rifeta Kapicia. Kapitan Lechistów oddał strzał na bramkę, jednak piłkę wybił stojący metr przed nią Konrad Matuszewski, ratując Złocisto-Krwistych przed stratą gola.
Kilkadziesiąt sekund później Korona mogła złapać kontakt. Dobre dośrodkowanie Błanika z rzutu rożnego próbował wykorzystać Mariusz Stępiński. 30-letni napastnik oddał dobry strzał głową, lecz świetną interwencją popisał się Alexander Paulsen.
Tuż przed upływem godziny gry gdańszczanie ukąsili po raz trzeci. Dziekoński minął się z piłką po dośrodkowaniu. Tę zgarnął Sezonienko, który wycofał do Kapicia. Bośniak szybko odegrał do Rodina, który podał mu na 14. metr. Minięcie upadającego Remacle’a, ustawienie się na pozycję, mocny strzał i było już 3:0.
Po zmianach, do których doszło w 67. minucie spotkania Korona ruszyła do kontrofensywy. W 75. minucie piłkę na pole karne z autu zagrał Konrad Matuszewski. Przyjęcia próbował Pau Resta, lecz upadł na murawę po faulu. Dawid Kurminowski nadepnął na stopę Hiszpana i odepchnął go, przez co arbiter po wideoweryfikacji podyktował rzut karny. Jedenastkę na bramkę pewnie zamienił Dawid Błanik.
Chwilę później gola mógł zdobyć Marcin Cebula, lecz jego próba podążyła poza światło bramki. Jednakże Koroniarze nie musieli długo czekać na złapanie kontaktu. W 82. minucie na pole karne dośrodkował Tamar Svetlin. Resta zgrał piłkę do Rubezicia, ten mu ją szybko odgerał, Hiszpan oddał mocny strzał z półwoleja i pokonał Paulsena. Pierwotnie bramka została anulowana ze względu na pozycję spaloną Czarnogórca, lecz po konsultacji sędziego z wozem VAR trafienie zostało uznane.
W kolejnych minutach kielczanie usilnie próbowali doprowadzić do remisu, lecz ostatnie słowo w tym meczu należało do gospodarzy. W trzeciej minucie czasu gry wykorzystali oni zły wykop bramkarza Złocisto-Krwistych. Ćirković przejął piłkę w okolicach linii środkowej. Podał do Neugebauera, ten dobrze wypatrzył Kurminowskiego, który pokonał Dziekońskiego, ustalając wynik starcia na 4:2.
Tak spotkanie podsumował trener Korony - Jacek Zieliński:
- Przed meczem ktoś zadał mi pytanie, jak tam Lany Poniedziałek? Powiedziałem, że chciałbym, żeby się skończył dobrze, ale niestety życie zweryfikowało i przeżyliśmy na swojej skórze Lany Poniedziałek. Porażka, która boli, w zasadzie jak każda, ale sami sprokurowaliśmy sobie niestety ten los, więc pretensje możemy mieć tylko do siebie. Duże słowa uznania dla chłopaków za drugą połowę, bo pomimo osłabienia zagrali naprawdę mądrze i zdecydowanie agresywniej oraz intensywniej. Był taki moment, że napędziliśmy trochę stracha Lechii, ale skończyło się, jak się skończyło, więc gratuluję Lechii zwycięstwa.
65-letni szkoleniowiec skomentował także słabą dyspozycję swojego zespołu w pierwszej części meczu:
- Suma błędów, które popełniliśmy w pierwszej połowie przekroczyła rubikon naszych dokonań, jeśli chodzi o dorobek takowych z tej rundy, ale tego już nie cofniemy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że po prostu zawaliliśmy. Weszliśmy w ten mecz tak trochę niemrawo, chociaż gdyby Długi wykorzystał tę sytuację na początku meczu, to kto wie? Możemy tylko gdybać. Praktycznie każdy popełniał błędy, był nieswój, jakiś spóźniony, nie do końca energiczny - trudno powiedzieć, z czego to wynikało.
Korona Kielce zajmuje obecnie dziesiąte miejsce w ligowej tabeli z dorobkiem 36 punktów. Złocisto-Krwiści rozegrają następne spotkanie w piątek, 10 kwietnia, o godzinie 20:30. Ich rywalem będzie wicelider Ekstraklasy - Jagiellonia Białystok.
Lechia Gdańsk - Korona Kielce 4:2 (2:0)
Bramki: Ćirković 19’, Bobcek 29’ (rzut karny), Kapić 59’, Kurminowski 90+3’ - Błanik 78’ (rzut karny), Resta 82’
Żółte kartki: Wójtowicz 5’, Mena 45’, Kurminowski 77’, Pllana 90+6’
Czerwone kartki: Soteriou 27’
Lechia: Paulsen - Wójtowicz (Kłudka 46’), Diachuk, Rodin, Vojtko - Kapić (Pllana 90+4’), Zhelizko - Mena (Neugebauer 46’), Sezonienko (Viunnyk 75’), Ćirković - Bobcek (Kurminowski 62’)
Korona: Dziekoński - Rubezić, Soteriou, Resta - Długosz (Zwoźny 67’), Remacle (Gustafson 67’), Svetlin, Pięczek (Hańćko 88’) - Davidović (Matuszewski 33’), Błanik - Stępiński (Cebula 67’)
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)