Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
fot. Paweł Jańczyk
Rymaniak: nie ma jeszcze świeżości, ale najważniejsza jest realizacja założeń
Damian Wysocki
2018 stycznia 19, 22:04

Piłkarze Korony Kielce, w swoim drugim sparingu podczas obozu w Side, wygrali 3:2 z CSM Politehnica Iasi.

Spotkanie lepiej rozpoczęło się dla ósmej drużyny rumuńskiej ekstraklasy, która już po 20. minutach prowadziła 2:0 po golach ugandyjskiego napastnika Kizito. "Żółto-czerwoni" kontaktową bramkę zdobyli w 36. minucie po ładnej akcji testowanych zawodników. Podanie Bojana Najdenowa na bramkę zamienił Sanel Kapidzić. W 57. minucie, po dwójkowej wymianie z Marcinem Cebulą, do wyrównania doprowadził Bartosz Rymaniak. 120 sekund później kielczan na prowadzenie lobem z 20 metrów wyprowadził Jacek Kiełb.

- Wiemy, że jesteśmy w takim okresie, w którym nie ma jeszcze świeżości. Bardzo ciężko trenujemy, dlatego sparing stanowi dla nas kolejną jednostkę oraz jest okazją do tego, aby wdrożyć w mecz pewne elementy ćwiczone na treningu. Fizyka nie jest na pierwszym planie, ale staramy się realizować te zagrania, które trener nam przyswaja. Chcemy je jak najszybciej załapać. Cieszy to, że nie przegraliśmy kolejnego spotkania - powiedział obrońca kieleckiej drużyny, Bartosz Rymaniak.

- W drugiej połowie na boisku pojawiło się więcej zawodników, którzy są bardziej zgrani. W pierwszej wystąpili testowani oraz ci, którzy grali mniej lub wracali po kontuzjach. Fajnie, że przy wyniku 0:2 nie poddali się tylko strzelili gola kontaktowego, dzięki czemu nam było łatwiej odrobić - wyjaśniał "Ryman".

Kolejne szansę zaprezentowania swoich umiejętności w Side dostali juniorzy kieleckiego klubu Wiktor Długosz i Michał Dziubek.

- Myślę, że w drugiej połowie wyszliśmy zmobilizowani. Pokazaliśmy co potrafimy i wygraliśmy. Co do mnie to myślę, że stres już minął. W tym meczu udało się kilka razy "pociągnąć", ale nie ma co się zachłystywać - dalej trzeba mocno prasować. Mamy dużo w nogach, ale na boisku nie było tego czuć - tłumaczył Wiktor Długosz.

CZYTAJ DALEJ