Po środowym, zremisowanym przez Industrię Kielce 32:32, meczu Ligi Mistrzów z OTP Bank-Pickiem Szeged na pytania dziennikarzy odpowiadał p. o. prezesa KS Iskra Kielce - Paweł Papaj.
41-latek nie był w stanie ukryć gigantycznego żalu i rozgoryczenia związanego z przebiegiem wydarzeń:
- Myślę, że mieliśmy wszystko w swoich rękach - cztery bramki przewagi, szansa na piąte trafienie - i tak naprawdę sami zawaliliśmy. Powinniśmy grać spokojnie, przeciągać tę grę, jak najdłużej trzymać piłkę i zakończyć ten mecz na swoją korzyść. Czujemy straszny smutek, bo liczyliśmy na to, że ćwierćfinał Ligi Mistrzów zawita do Hali Legionów, a musimy obejść się smakiem. Bardzo przykry wieczór, mimo że był to świetny mecz, a w hali panowała niesamowita atmosfera, to końcówka sprawiła, że tylko głos się łamie i nie powalczymy niestety w tym roku o Final Four Ligi Mistrzów.
- Nie rozumiem trochę tej końcówki, którą rozegraliśmy, jest mi bardzo przykro. Wiem, że kibice, którzy dzisiaj przyszli do hali dali z siebie wszystko i mogą czuć się zawiedzeni, bo powiedzieć, że będziemy grać kolejny sezon w Lidze Mistrzów i będziemy mieli swoje ambicje, to jest za mało. Kielce muszą po prostu grać o zwycięstwo, nie jesteśmy klubem, który może się zadowolić tym, że jesteśmy w play-off Ligi Mistrzów i na koniec powiedzieć, że było świetnie. Liczą się zwycięstwa - dodał p.o. prezesa KS Iskra
Papaj podkreślił, że w kadrze wicemistrzów Węgier znajduje się wielu jakościowych graczy:
- W części się zgodzę, że Pick był rywalem do ogrania, ale nie zapominajmy, że jest to bardzo solidna ekipa. Mają czterech dwumetrowych obrońców - jest to mocna ściana, którą ciężko pokonać. Większość zawodników gości gra w kadrach narodowych i trzeba doceniać naszego rywala, nie przegraliśmy z byle kim. Natomiast przyznaję - przed dwumeczem większość stawiała nas w roli faworytów. Możliwe, że również my jako kieleckie środowisko trochę za bardzo stawialiśmy się w roli faworytów. Po tych sześciu wygranych z rzędu wpadliśmy w wielką euforię i myśleliśmy, że wrota do Kolonii są dla nas otwarte, tylko po drodze będzie Magdeburg. No nie, nie będzie Magdeburga, był Szeged i przyszło rozczarowanie.