Karnawał w dawnej Polsce to czas balowania. Te najbardziej wystawne zabawy – ważne wydarzenia towarzyskie - organizowało ziemiaństwo. Zjeżdżali się na nie członkowie najświetniejszych rodów.
Bale przeznaczone były dla elity - nie mogły pojawić się na nich osoby postronne. Organizacja zabawy i udział w niej kosztowała, ale nie zawsze – bawiono się też skromnie na balach charytatywnych, na których zbierano datki na pomoc ludziom lub na inny szczytny cel. Niezwykle wystawne były bale maskowe - organizatorzy narzucali ich tematykę i do niej dobierano odpowiednie stroje. Powodzeniem cieszyły się też bale debiutantów. – Kiedy panna lub kawaler kończyli 18 lat, wtedy rodzina wprowadzała ich na salony. Udział w takiej zabawie stanowił dla młodego człowieka prawdziwe przeżycie – mówi dr Katarzyna Jedynak, historyk z Muzeum Wsi Kieleckiej.
– Panny ubierały się na bal strojniej niż mężatki, ponieważ liczyły na poznanie przyszłego męża. Młode kobiety musiały mieć piękne suknie; zgodnie z obowiązującym zwyczajem, na każdy bal wkładały inną. Taka bogato zdobiona kreacja nie należała do tanich, miała najczęściej kolor pantofli i kapelusza. Pamiętajmy też, że w XIX wieku panny nie mogły pokazać kostek i przedramion, dlatego suknia była długa, często z trenem, a na ręce zakładano długie rękawiczki. Po I wojnie światowej moda stała się bardziej liberalna. Pojawiły się więc krótsze sukienki z dekoltami, wycięciami na plecach, odsłaniające ramiona. Dodatek stanowiła mufka, czyli ocieplany wałeczek, w którym wewnątrz znajdowała się kieszonka. Torebka pojawiła się dopiero na początku XX wieku. Panny upinały fryzury w loki, a w nie wplatano pióra, kokardy, koraliki. Zamożność ziemianki podkreślała biżuteria – mówi Katarzyna Jedynak.
Bal był wielkim przeżyciem także dla młodych mężczyzn. Do osiągnięcia pełnoletniości nosili szkolny uniform bo się uczyli, więc strój zakładany na bal oznaczał też wejście w dorosłość. Wdziewali frak lub smoking, koszulę z krochmalonym kołnierzem oraz muchę. Krawaty pojawiły się pod koniec XIX wieku. Dodatkiem był kapelusz oraz – bez względu na wiek – laseczka z bogato zdobioną rączką, często z herbem rodowym. Niezwykle ważne były wypastowane i błyszczące buty. Jeśli kawaler miał je ubłocone znaczyło, że nie stać go na dorożkę lub samochód i przyszedł na zabawę pieszo, a to nie należało do dobrego tonu.
Przybywających witał lokaj i prowadził do szatni. Gospodarze czekali na gości w sali balowej. Kiedy zjawili się już wszyscy zaproszeni, podawano herbatę i ciasta, aby najbardziej zmęczeni podróżą mogli się pokrzepić. W jadalni stoły uginały się od wykwintnych potraw: galaret, różnego rodzaju mięs i ryb, lodów, owoców, warzyw. Ciepłe dania podawano przed północą, najczęściej barszcz czerwony, bigos i dziczyznę.
Bal obowiązkowo rozpoczynano polonezem, ale pod koniec XIX wieku chętnie tańczono mazury i walce, a po I wojnie pojawiło się tango, fokstrot, samba oraz rumba. – Najczęściej panowie prosili panie. Mężczyzna stawał przed kobietą, stukał obcasami, wyciągał rękę i prosił do tańca, chyba że tańczono z kotylionami, wtedy para miała się odnaleźć z pomocą wylosowanej wstążki lub bukieciku. Obowiązywały także pewne zasady. Na przykład panna nie mogła tańczyć z jednym kawalerem więcej niż dwóch tańców. Tej obyczajowości pilnowały starsze panie, bacznie obserwujące bawiących się – opowiada Katarzyna Jedynak
Podczas zimowego karnawału, ze względu na pogodę i trudności w dotarciu do posiadłości wiejskich, bale zwykle odbywały się w miastach. W Kielcach na przykład organizowano je w hotelu Bristol. Szczególnie hucznie obchodzono ostatnie trzy dni przed środą popielcową. We wtorek o północy milkła muzyka, ze stołów znikało wykwintne jadło, a gościom podawano śledzie. Tak rozpoczynał się Wielki Post.
Katarzyna Bernat