Rozmowa z doktor Katarzyną Jedynak, historykiem z Muzeum Wsi Kieleckiej.
Święta zawsze były ważnym wydarzeniem w dworze ziemiańskim.
Owszem. Wielkanoc związana była z wiosną, odradzającym się życiem i końcem postu, bo ziemianie dość surowo przestrzegali czterdziestodniowego postu. Święta poprzedzały porządki i przygotowanie potraw.
Wielki Tydzień zaczyna niedziela palmowa…
Przez cały post dzieci ziemiańskie prowadziły zeszyty sumień. Zapisywały w nich dobre uczynki. Stanowiły one czynnik mobilizujący do aktywności na rzecz innych i skłaniały do pracy nad sobą. Był to jeden z elementów wychowania w ziemiańskich dworze. W niedzielę palmową dzieci przynosiły pięknie udekorowane zeszyty do kościoła. Symbolizowały one przemianę, jaka się dokonała w ich wnętrzu i stopień duchowego przygotowania do świąt. W wielu ziemiańskich pamiętnikach czytałam, że te zeszyty były nawet ważniejsze od kolorowych palem.
Jak wyglądał Wielki Tydzień?
Do tego czasu musiały być już zakończone wszystkie porządki w domu i gospodarstwie. We dworze panował podniosły nastrój i atmosfera wyciszenia. Nie było zabaw, ani nawet głośnego śmiechu. Służba w kuchni skupiła się na przygotowywaniu potraw świątecznych. We wtorek, środę i czwartek sprawowano w kościele nabożeństwa zwane „Ciemnymi jutrzniami”. Odbywały się one po zapadnięciu zmroku. Miały one symboliczną oprawę. Pod koniec gaszono w świątyni wszystkie świece i zostawiano jedną, którą wynoszono, a następnie wnoszono do kościoła. Symbolizowała ona odejście i ponowne przyjście Chrystusa.
Wielki Piątek to dzień pokuty i postu.
Tak samo jak dziś obowiązywał post ścisły. Był on o chlebie i wodzie, nierzadko posiłków w ogóle nie spożywano. Skupiano się na adoracji krzyża. W niektórych dworach w gronie rodziny odmawiano Drogi Krzyżowe.
Wielka Sobota związana jest ze święceniem pokarmów.
Wtedy nie było tak jak dziś, że zanosimy do świątyni symboliczny koszyczek. We dworach, wielkanocnym jadłem zastawiano całe stoły. Nie mogło na nich zabraknąć wykwintnych mięs, wędlin, kiełbasy, pisanek, drożdżowej babki. Na środku stał agnusek, czyli wielkanocny baranek. Mógł być on wykonany z cukru, ciasta, masła, sera, marcepana. Stół, bogato ozdobiony kwiatami i zielenią, taktowano jako swoistą wizytówkę. Do dworu przyjeżdżał ksiądz i święcił przygotowane pokarmy.
A jakie były pisanki?
Kolorowe, bogato zdobione, były dopełnieniem wystroju stołu. Barwiono je gotując na przykład w płatkach cebuli lub maczano w sztucznych barwnikach, której już były dostępne na przełomie XIX i XX wieku. Nacierano je także skórką słoniny, aby błyszczały i z połyskiem prezentowały się na stole.
W niedzielę rano obowiązkowe było uczestnictwo w rezurekcji.
Dziedzic z żoną dawał przykład włościanom i służbie, że należy uczestniczyć we mszy świętej rezurekcyjnej. Podczas procesji młodzi ziemianie nieśli baldachim, a dziedzic pod rękę prowadził księdza niosącego monstrancję z Najświętszym Sakramentem.
Święconkę, tak jak dziś uroczyście spożywano po rezurekcji…
Na wielkanocne świętowanie zjeżdżała się cała rodzina. Składano sobie życzenia poprzez dzielenie się jajkiem. Najczęściej życzono sobie tego, co wiązało się z nowym życiem.
W drugi dzień świąt był zwyczaj polewania się wodą.
Czyli znany nam śmigus-dyngus. Zaczynał się wcześnie rano. Przede wszystkim oblewały się dzieci i młodzież. Oblewanie panny na wydaniu przez kawalerów oznaczało jej powodzenie. Dziewczęta czekały na takie okazje. Towarzyszyły tej zabawie śmiechy i radosne krzyki. Zabawy te kończyły się przed pójściem do kościoła. Po południu już się nie polewano.
Dziękuję za rozmowę.