Przed ponad tygodniem władze miasta podpisały 5-letnią umowę z niemiecką firmą Hanseatisches Fußball Kontor GmbH, mającą wspomagać Koronę. Co „złocisto-krwiści” zyskają dzięki tej współpracy? I czy klub zmieni w czerwcu właściciela? Spróbujmy odpowiedzieć na te i inne pytania.
Kim oni są?
Hanseatisches Fußball Kontor GmbH to niemiecki fundusz menadżerski działający na całym świecie. Prezydent Wojciech Lubawski podkreśla, że lokuje on i pomnaża pieniądze prywatnych inwestorów. Główną jego postacią jest były dyrektor sportowy Bayeru Leverkusen Ilja Kaenzig.
Dlaczego Korona?
Ponoć magnesem dla niemieckich przedsiębiorców była słabość naszej ligi. – Dzięki temu mogą tu dużo ugrać. W Polsce odwiedzili Zagłębie Lubin i Koronę. Opowiadali, że kiedy zjawili się w tym pierwszym, musieli przeciskać się między pracownikami, tylu ich tam jest. Natomiast w Kielcach – prezes i sekretarka. Stwierdzili, że chcą właśnie taką firmę – relacjonuje Lubawski. Nie bez znaczenia był też brak zadłużenia klubu. Pozytywnie ocenione zostało zaplecze sportowe a także trener, uznany za „nowoczesnego i dobrze rokującego”.
Prezydent zdradza, że miasto równolegle prowadziło rozmowy z czterema potencjalnymi partnerami. – Zapewniam, że niektórzy chcieli zapłacić za 50 procent akcji. Ale co do przyszłości klubu, nie przekonali nas.
Założenia umowy
– Podpisaliśmy klauzulę o wspólnej polityce informacyjnej. Niektórych może razić, że wszystko owiane jest tajemnicą. Tego wymagają nasi wspólnicy – informuje Lubawski. Wiadomo jednak, że Korona otrzymała od niemieckiego funduszu pewną pulę pieniędzy. Napłyną też wartościowi gracze. Dwóch już jest: Siergiej Pilipczuk oraz Siergiej Chiżniczenko, którym zainteresowana była Legia. – Gdybyśmy chcieli go sami kupić, musielibyśmy wydać ponad pół miliona euro! – mówi prezydent. Prawdopodobnie wkrótce do Kielc trafi co najmniej jeden piłkarz. W przypadku problemów sportowych, partner zagwarantował wsparcie merytoryczne ze strony koordynatora-specjalisty.
Kiedy kupią 51 procent akcji?
Prawdopodobnie już w czerwcu. – Ale wcześniej musimy udowodnić, że jesteśmy tego warci – zaznacza prezydent. Ze jego słów można wnioskować, że wystarczy spokojne utrzymanie w ekstraklasie. – Myślę, że w przypadku spadku rozstaniemy się. Nie zdalibyśmy egzaminu.
Czy po przejęciu zmienią się władze klubu? – Prezes Chojnowski został oceniony wysoko. Ale oczywiście ostatnie słowo należy do potencjalnego właściciela – mówi Lubawski.
Kto zapłaci za zawodnika?
Trener prosi partnera o gracza na konkretną pozycję. Otrzymuje go. Jeżeli Korona w fazie testów nie będzie z niego zadowolona, może zrezygnować. Jeśli piłkarz nie sprawdzi się w trakcie sezonu, klub nie musi obsadzać go w składzie.
Koszty transferu ponosi fundusz menadżerski. Kto będzie płacił zawodnikowi? – Pieniądze, które otrzymaliśmy, wystarczą na nowych piłkarzy. Będą nas kosztować o połowę mniej niż najdrożsi gracze w klubie – odpowiada Lubawski.
Gdy fundusz sprzeda grającego w Kielcach piłkarza ze swej „stajni”, otrzymamy część pieniędzy. Jeżeli sprzeda wychowanka „złocisto-krwistych”, Korona zapłaci prowizję. Tak czy inaczej do klubu wpływają pieniądze.
Funkcjonowanie klubu
W przyszłości pierwsza drużyna Korony ma opierać się na częstym wprowadzaniu do składu nowych graczy. Celem jest wzrost konkurencji w drużynie. Piłkarzowi będzie zależeć na dobrej grze, skoro z pomocą partnera może zostać sprzedany do zachodniej ligi. Ten mechanizm powinien sprawić, że gra Korony poprawi się. Zdaniem prezydenta w interesie funduszu inwestycyjnego (ale i samych zawodników) jest występ klubu w europejskich pucharach. Bo tylko wtedy piłkarze pokażą się na zachodnich boiskach i będą znacząco zyskiwać na wartości.
Maciej Urban