Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
Państwo w państwie
Michał Łosiak
2019 lutego 10, 09:00

Historia tej niemieckiej instytucji sięga lat 20. ubiegłego wieku. W trakcie II wojny światowej jej działalność, polegająca na przymusowej germanizacji polskich dzieci, dotknęła również nasz kraj. Obecnie, przynajmniej w teorii, ma dbać o dobro najmłodszych. Skandaliczne praktyki Jugendamtów, bo o nich mowa i wielu pokrzywdzonych ludzi zaprzeczają jednak tym założeniom.

Artykuł 8. Konwencji o Prawach Dziecka gwarantuje „poszanowanie prawa dziecka do zachowania jego tożsamości, w tym obywatelstwa, nazwiska, stosunków rodzinnych, zgodnych z prawem, z wyłączeniem bezprawnych ingerencji”. Niestety, w największym pod względem liczby ludności kraju Unii Europejskiej te zapisy są ewidentnie łamane przez wspomniany niemiecki urząd. – Jugendamty to tak naprawdę państwo w państwie. Od czasów II wojny światowej prawo, na podstawie którego funkcjonują niewiele się zmieniło. Podlegają samorządom i nie mają centralnego nadzoru rządu federalnego co ułatwia szerzenie patologii w nich funkcjonujących – zwraca uwagę Beata Gosiewska, posłanka Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego zasiadająca w grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Dramat dzieci i rodziców

Najwięcej zastrzeżeń w działaniu Jugendamtów budzi odbieranie dzieci rodzicom, często z  nieprawdziwych i wymyślonych powodów. Najczęstszym z nich jest „nieradzenie sobie rodziców z problemami wychowawczymi”, co może być interpretowane w przeróżny sposób. – Polscy rodzice mówią wręcz o porywaniu dzieci pod osłoną nocy, bardzo często w wyniku złośliwych i fałszywych pomówień, w wyniku konfliktów rodzinnych i donosu jednej ze stron. Rodziny zmuszane są do nieuzasadnionych badań psychiatrycznych, a rodzice oskarżani o alkoholizm – wymienia skandaliczne praktyki niemieckich Jugendamtów posłanka Beata Gosiewska. Jedną z ofiar tej instytucji jest Wojciech Pomorski, któremu zakazano używania języka polskiego w rozmowach z jego córkami, a on sam w ciągu 15 lat widział się z nimi łącznie jedynie przez 16 godzin. – Urzędnicy używali absurdalnych argumentów, łamiąc artykuł 8. Konwencji o Prawach Dziecka – zauważa europosłanka.

Na arenie europejskiej

W wyniku licznych wniosków wpływających do Komisji Petycji w Parlamencie Europejskim odbyła się debata na temat Jugendamtów. Okazuje się, że problem jest znacznie szerszy i dotyczy obywateli innych państw. – Biorąc udział w tej debacie przywołałam te rażące naruszenia praw dzieci i rodziców w Niemczech. Warto przypomnieć, że w poprzedniej kadencji doszło do wizytacji tej niemieckiej instytucji. W kuluarach wszyscy mówili, że problem jest poważny, jednak w oficjalnym raporcie tego nie uwzględniono – tłumaczy członkini grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, jednocześnie zapewniając, że jej frakcja jest za uregulowaniem zasad dotyczących spraw rodzinnych. – Wszyscy widzą problem, ale tylko my mówimy o nim głośno. W Unii Europejskiej obowiązuje tzw. poprawność polityczna. Dotyczy on także innych krajów i ich instytucji. To m.in. efekt zaniedbań poprzedniej administracji rządowej. Rząd Prawa i Sprawiedliwości zajął się tym problemem i bardzo aktywnie uczestniczy w pomocy poszkodowanym, czego efekty już widzimy – dodaje. W efekcie wielu starań Parlament Europejski wypracował stosowną rezolucję. Komisja Europejska przyjęła ją do wiadomości, zaznaczając jednak, że rozwiązanie problemu nie leży w jej kompetencji. Dramat wielu rodzin wciąż trwa. Jest on szczególnie bulwersujący z dwóch powodów. Po pierwsze, dotyka dzieci i to ich cierpienie jest tutaj największe. Po drugie, rozgrywa się on w centrum Europy, na oczach cywilizowanego świata.

CZYTAJ DALEJ

0.039 ms