Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
Nasi sąsiedzi Żydzi
autor
Katarzyna Bernat
2015 kwietnia 23, 08:31

Przed II wojną światową Rzeczpospolita była Ojczyzną zarówno Polaków, jak i Żydów. Trzeba wiedzieć, jak wyglądało ich życie i jak układały się wzajemne relacje. 

Życie ludności żydowskiej przybliża Ośrodek edukacyjno-muzealny „Świętokrzyski Sztetl” w Chmielniku. Urządzony w dawnej synagodze, dzięki nowoczesnej technice, multimediom i zgromadzonym pamiątkom odtwarza atmosferę przedwojennego sztetla. W ramach działalności edukacyjnej zorganizował konkurs dla młodzieży „Nasi sąsiedzi Żydzi”. – Dzięki temu pozyskaliśmy cenne świadectwa ludzi, którzy pamiętają wspólne relacje – mówi Agnieszka Dziarmaga, kierownik Ośrodka.

Życie codzienne

            Przed wojną w Chmielniku, Chęcinach, Szydłowie, Pińczowie i wielu innych miejscowościach, dużą część mieszkańców, a czasami nawet przeważającą, stanowili Żydzi. Ludzie, którzy pamiętają tamte lata wspominają, że dobrze układały się wzajemne stosunki. Swoich rówieśników, z którymi chodzili do szkoły zapamiętali jako grzesznych, dobrze uczących się kolegów i koleżanki, choć mających inną religię i kulturę. - Wszyscy i dzieci, i dorośli żyliśmy w zgodzie – mówi Krystyna Radosz, przed wojną mieszkanka Stopnicy koło Buska-Zdroju, lat 88. - Pamiętam, że na każdą sobotę na szabat były pieczone chałki i mace. Mace to wypiekane, płaskie i okrągłe placki, bardzo smaczne. Po obrzędach w synagodze wszyscy Żydzi chodzili na spacer, najczęściej w kierunku Buska. Każdy był odświętnie ubrany - wspomina.

            - Żyliśmy bardzo dobrze, jak w rodzinie. Czasami to nawet nie było wiadomo, czy to Żyd, czy nie Żyd - mówi Stefania Sapała z Szydłowa, lat 95 i dodaje: - Jak nie było mnie w szkole to szłam do Hai i ona zawsze wszystko pisała podwójnie, żebym nie musiała siedzieć po nocach.

         Żydzi byli dobrymi krawcami, szewcami, stolarzami i przedsiębiorcami. Jednak ich domeną był handel. Pani Krystyna zapamiętała, że w Stopnicy było siedem sklepów żydowskich z ogólnym asortymentem, a osobne były z odzieżą lub materiałami. Więcej sklepów mieli Żydzi w Chmielniku. Henryk Wawszczyk lat 87 tak je wspomina: –W tych w sklepach mieli wszystkie branże. W jednym było i mydło i bielidło. Spożywcze i nafta w kącie w beczce stała i się ją pompowało. A wiecie, jak śmierdzi nafta? Teraz sanepid zamknąłby taki sklep od razu, wtedy nikomu to nie przeszkadzało. Śledzie były na kawałeczki i cukierki i makówki. Drobniutkie sklepy były, co drzwi to sklep. Jakoś się z tego utrzymywali. Bo Żydzi mówili: „Lepsze jest deko handlu jak kilo pracy”.

            Pani Krystyna wspomina, że Żydzi byli dobrymi, pracowitymi mężami. - Żydówki mogły, leżeć do południa, odpoczywać, wszystkim zajmowali się ich mężowie. One miały tylko wychowywać dzieci i prowadzić dom – opowiada. Henryk Wawszczyk dodaje: - Najbardziej mnie dziwiło, że nigdy nie widziałem pijanego Żyda. To mi się bardzo podobało i podoba do dzisiaj. Oni nie pili wódki. Chciałbym, żeby nasi tacy byli.

Skazani na zagładę

            Wspólne życie Polaków i Żydów przerwała wojna. Niemcy skazali ludność żydowską na całkowitą zagładę. - Widziałam to na własne oczy. Niemcy wzięli Żydów pod kościół i postawili ich przy murze. Żydzi wpadli w panikę, zaczęli uciekać, chować się po domach polskich – opowiada Natalia Skotnicka z Szydłowa, lat 95.

Wywózkę Żydów z Szydłowa tak zapamiętała Zofia Kluszczyńska, lat 84. - To był 1942 rok, chyba październik. Niemcy chodzili po domach i wypędzali Żydów na rynek. Nie pozwalali im nic brać i nakazali im nie zamykać domów. Kiedy już wszystkich zgromadzili to wyprowadzili ich do Chmielnika. Niektórych starszych, którzy nie mogli już iść, po drodze zabijali. W Chmielniku szydłowscy Żydzi zostali połączeni z chmielnickimi i wywiezieni chyba do Oświęcimia.

Marian Sapała z Szydłowa, lat 99 wspomina: - Jak Niemcy wypędzali Żydów z Szydłowa to najczęściej młodzi uciekali i chronili się wśród Polaków. Mieszkałem na przedmieściu i wieczorem zaczął szczekać mój pies. Wyszedłem i poznałem swoich dwóch kolegów, rówieśników Umke i Jośku. Zapytali się mnie: „Ny Maniek, nie przechowałbyś nas parę dni w stodole?” Zgodziłem się, daliśmy im kolację, porozmawialiśmy i zaprowadziłem ich do stodoły. Byli tam cztery dni. Jedzenie dostarczaliśmy im po drabinie. Nagle wynieśli się bez zapowiedzi. Mam nadzieję, że się przechowali.

Wywózkę Żydów ze Stopnicy tak zapamiętała Krystyna Radosz: - Żydzi szli jak owce na rzeź. Widziałam taki przypadek, Niemiec wyrwał dziecko z ręki młodej Żydówki, wziął je za nóżki i na zakręcie, gdzie były betonowe słupki o jeden z nich roztrzaskał mu główkę. To był jeden, wielki jęk, jak ich wyprowadzali ze Stopnicy w stronę Buska. Żydzi padali na kolana, wołali "owa, owa". To było naprawdę straszne. My Polacy widząc, bardzo to przeżywaliśmy. Byliśmy z nimi zżyci, to byli nasi przyjaciele. Co oni przeszli w wojnę, to naprawdę trudno mówić – wspomina ze łzami w oczach pani Krystyna.

                                                        ***

         Takie i jeszcze inne relacje świadków można przeczytać i posłuchać w „Świętokrzyskim Sztetlu” w Chmielniku, który dzięki zgromadzonym materiałom przybliża przedwojenne życie ludności żydowskiej w naszym regionie. – Organizujemy warsztaty muzealne dla młodzieży, z których mogą skorzystać wszystkie szkoły. Cykliczny jest także konkurs „Nasi sąsiedzi Żydzi” – mówi Agnieszka Dziarmaga i zaprasza do odwiedzenia strony internetowej Ośrodka www.swietokrzyski-sztetl.pl.

         Wywiady ze świadkami przeprowadziły Julia Poniewierska, Anna Wawrzyk i Olga Janus.

 

CZYTAJ DALEJ

0.030 ms