Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
Nasi sąsiedzi Żydzi
autor
Katarzyna Bernat
2014 stycznia 10, 08:05

Zbliża się Dzień Judaizmu. W jego ramach chrześcijanie i Żydzi od kilku lat modlą się wspólnie 17 stycznia. Tak będzie i tym razem, a główne obchody Dnia zaplanowano w Sandomierzu. Dzień Judaizmu to znakomita okazja do bliższego poznania życia ludzi, którzy przez wieki mieszkali w Rzeczpospolitej obok Polaków.

 

Życie ludności żydowskiej doskonale przybliża otwarty w ubiegłym roku w Chmielniku ośrodek edukacyjno-muzealny „Świętokrzyski Sztetl”. Urządzony w dawnej synagodze, dzięki nowoczesnej technice, multimediom i zgromadzonym pamiątkom odtwarza atmosferę przedwojennego sztetla. W ramach działalności edukacyjnej ośrodek zorganizował konkurs dla młodzieży „Nasi sąsiedzi Żydzi”. – Dzięki temu pozyskaliśmy cenne świadectwa ludzi, którzy pamiętają te wspólne relacje – mówi Agnieszka Dziarmaga, kierownik „Świętokrzyskiego Sztetla”.

Życie codzienne

Przed wojną w Chmielniku, Chęcinach, Szydłowie, Pińczowie i wielu innych miejscowościach dużą część mieszkańców (czasami nawet przeważającą), stanowili Żydzi. Ludzie, którzy pamiętają tamte lata, wspominają, że ich stosunki z Polakami układały się dobrze. Swoich żydowskich rówieśników, z którymi chodzili do szkoły, zapamiętali jako grzecznych, dobrze uczących się kolegów i koleżanki, choć mających inną religię i kulturę. – Wszyscy, zarówno dzieci jak i dorośli, żyli w zgodzie – mówi 88-letnia Krystyna Radosz, przed wojną mieszkanka Stopnicy koło Buska-Zdroju. - Pamiętam, że w każdą sobotę na szabat były pieczone chałki i mace czyli płaskie okrągłe placki, bardzo smaczne. Po obrzędach w synagodze wszyscy Żydzi chodzili na spacer, najczęściej w kierunku Buska. Każdy był odświętnie ubrany - wspomina.

- Żyliśmy bardzo zgodnie, jak w rodzinie. Czasami to nawet nie wiedziałeś czy to Żyd, czy nie Żyd. A gdy nie było mnie w szkole, to szłam do mojej żydowskiej koleżanki Hai i ona zawsze wszystko pisała podwójnie, żebym nie musiała siedzieć po nocach – opowiada 95-letnia Stefania Sapała z Szydłowa.

Żydzi byli dobrymi krawcami, szewcami, stolarzami. Jednak ich domenę stanowił handel. Pani Krystyna zapamiętała, że w Stopnicy działało siedem żydowskich sklepów z ogólnym asortymentem, a osobne z odzieżą i materiałami. Więcej sklepów mieli Żydzi w Chmielniku. Henryk Wawszczyk liczący dziś 88 lat, tak je wspomina: – W tych w sklepach skupiali wszystkie branże. Jak to się mówi: i mydło i bielidło. Artykuły spożywcze na półce, a nafta w kącie, w beczce. Stamtąd się ją pompowało. A wiadomo jak śmierdzi nafta. Teraz sanepid zamknąłby taki sklep od razu, wtedy nikomu to nie przeszkadzało. Śledzie sprzedawali na kawałeczki, tak jak cukierki i makówki. Jakoś się z tego utrzymywali. Bo Żydzi mówili: „Lepsze jest deko handlu, jak kilo pracy”.

Pani Krystyna wspomina, że Żydzi byli dobrymi, pracowitymi mężami. - Żydówki mogły leżeć do południa, odpoczywać, wszystkim zajmowali się ich mężowie. One miały tylko wychowywać dzieci i prowadzić dom – opowiada. Henryk Wawszczyk dodaje: - Najbardziej mnie dziwiło, że nigdy nie widziałem pijanego Żyda. To mi się bardzo podobało i podoba do dzisiaj. Oni nie pili wódki. Chciałbym, żeby i Polacy tacy byli.

Skazani na zagładę

Wspólne życie Polaków i Żydów przerwała wojna. Niemcy skazali ludność żydowską na całkowitą zagładę. Żyje jeszcze wielu Polaków, którzy pamiętają pojedyncze, rozdzierające serca tragedie:

- To był 1942 rok, chyba październik. Niemcy chodzili po domach i spędzali Żydów na rynek. Nie pozwalali im niczego zabrać, nakazali nie zamykać domów. Kiedy już wszystkich zgromadzili, wyprowadzili ich do Chmielnika. Niedołężnych, którzy nie mogli już iść, zabijali po drodze. W Chmielniku szydłowscy Żydzi zostali połączeni z chmielnickimi i wywiezieni, chyba do Oświęcimia – wspomina 84-letnia Zofia Kluszczyńska.

Marian Sapała, liczący dziś 99 lat, opowiada: - Gdy Niemcy wypędzali Żydów z Szydłowa, młodzi najczęściej uciekali i chronili się wśród Polaków. Mieszkałem na przedmieściu i wieczorem zaczął szczekać mój pies. Wyszedłem i poznałem swoich dwóch kolegów, rówieśników Umke i Jośku. Zapytali się mnie: „Ny Maniek, nie przechowałbyś nas parę dni w stodole?” Zgodziłem się, daliśmy im kolację, porozmawialiśmy i zaprowadziłem ich do stodoły. Siedzieli tam cztery dni. Jedzenie dostarczaliśmy im po drabinie. Po czterech dniach zniknęli bez zapowiedzi. Mam nadzieję, że się uratowali.

Wywózkę Żydów ze Stopnicy tak zapamiętała Krystyna Radosz: - Szli jak owce na rzeź. Widziałam taki przypadek: Niemiec wyrwał dziecko z ręki młodej Żydówki, wziął je za nóżki i na zakręcie, gdzie stały betonowe słupki, o jeden z nich roztrzaskał mu główkę. To był jeden wielki jęk, gdy ich wyprowadzali ze Stopnicy w stronę Buska. Żydzi padali na kolana, zawodzili "Owa, owa". Coś makabrycznego. My, Polacy bardzo to przeżywaliśmy. Zżyliśmy się z nimi, to byli nasi przyjaciele. Co oni przeszli w czasie wojny - naprawdę trudno mówić – wspomina ze łzami w oczach pani Krystyna.

***

Takie i inne relacje świadków można przeczytać i posłuchać w „Świętokrzyskim Sztetlu” w Chmielniku, który dzięki zgromadzonym materiałom przybliża przedwojenne życie ludności żydowskiej w naszym regionie. – Organizujemy również warsztaty muzealne dla młodzieży, z których mogą skorzystać wszystkie szkoły. A w styczniu rozpoczyna się druga edycja konkursu „Nasi sąsiedzi Żydzi” – mówi Agnieszka Dziarmaga i zaprasza do odwiedzenia strony internetowej Ośrodka www.swietokrzyski-sztetl.pl.

Katarzyna Bernat

(Wywiady ze świadkami przeprowadziły Julia Poniewierska, Anna Wawrzyk i Olga Janus)

CZYTAJ DALEJ

0.030 ms