Kontynuujemy temat graffiti w Kielcach. Dziś rozmawiamy z Rafałem Kowerskim, założycielem inicjatywy Grupa „Pomaluj Mój Świat”. W ciągu czterech lat jej członkowie wykonali w Kielcach już ponad sto prac.
– Dlaczego młodzi ludzie nie szanują dobra wspólnego i wszystko dewastują?
– Moim zdaniem przede wszystkim dlatego, że jest mniej zajęć artystycznych w szkołach. Kiedyś młodzież mogła się bardziej wyżyć. Powodem jest też zalew kultury amerykańskiej: przecież „tagi” pochodzą z amerykańskich slumsów, znaczono tam nimi teren. Młodzież przejmuje te zachowania.
– Wy z tym walczycie. Skąd pomysł na upiększanie miasta?
– Przez pół roku jako mieszkaniec osiedla Świętokrzyskie przechodziłem obok bardzo niecenzuralnego napisu. Władze nie kwapiły się, by go usunąć, więc skrzyknąłem chłopaków i zrobiliśmy to sami. Mówiono o tym nawet w "Teleexpresie". To wszystko dało nam energię, żeby działać dalej.
– Jak wygląda schemat waszych działań?
– Bardzo spontanicznie. Gdy zauważę w mieście jakieś miejsce zniszczone przez pseudo–graffiti, dzwonię do chłopaków, umawiamy się, załatwiam farby i malujemy.
– Spotykacie się z pozytywnym odzewem?
– Jak najbardziej. Ludzie lubią kolorowe rzeczy. Pomagają nam administracje osiedla i instytucje podległe miastu.
– Ale każdy taki mural to spory koszt.
– To prawda, choć koszty zazwyczaj rozkładają się pół na pół. Zależą też od miejsca, ale przeważnie administratorzy zapewniają część środków, a my mamy już kilku sponsorów.
– Największy sukces grupy „Pomaluj Mój Świat”?
– Chyba najbardziej podoba mi się mural w przejściu pomiędzy ulicami Wspólną i Sienkiewicza. Od tylu lat tam jest, nienaruszony.
– Czyżby istniała niepisana zasada, że prace, które stworzycie, nie są niszczone?
– Chyba tak. Jeżeli coś zrobimy, to jest to szanowane. Nawet wandale mają widać jakąś wrażliwość na piękno.
– Kto się do was zgłasza?
– Przede wszystkim spółdzielnie mieszkaniowe, ale też Miejski Zarząd Dróg i Miejski Zarząd Budynków.
– Dużo jest pracy na kieleckich osiedlach?
– Ogromnie. Ostatnio udało nam się upiększyć ulicę Stanisława Kostki. Stworzyliśmy murale zachęcające do jedzenia warzyw i owoców. Takie działania chyba dają efekt, bo ludzie mówili nam, że dzięki nim kupują dwa razy więcej zdrowych produktów (śmiech).
– Które osiedle wymaga najwięcej pracy?
– Zdecydowanie Czarnów.
– Zdarza się, że jesteście krytykowani?
– Jak najbardziej. Gdy zaczynamy malować, spotykamy się czasem z oburzeniem, ale po zakończeniu pracy ludzie przeważnie dziękują nam za to, że zmieniliśmy ich okolicę. Często też mieszkańcy nie widzą sensu w upiększaniu, bo uważają, że nasze graffiti i tak ktoś zniszczy.
– Zmieniło się postrzeganie grafficiarzy?
– Tak, teraz jest kojarzone raczej z czymś wartościowym. Przynajmniej taka jest opinia moich kolegów.
– Jak bardzo macie zapełniony kalendarz?
– Malujemy mniej więcej raz na dwa–trzy tygodnie. W ciągu miesiąca dzwoni kilka osób. Część projektów dochodzi do skutku, część nie. Tak to wygląda.
– Jakie są Wasze najbliższe plany?
– Zaczynamy współpracę z PKP. Malujemy nie tylko tunel w Kielcach, ale także w Nowinach.
– Macie również pomysł na nowe przystanki.
– Zaproponowaliśmy MZD ich upiększenie, bo są trochę bez wyrazu. Widzimy na nich cienką pleksę z wzorem pawich piór. Bardzo prosta robota, a na pewno byłoby mniej aktów wandalizmu.
– Dziękuje za rozmowę
Piotr Natkaniec