Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
Chwała bohaterom!
Dariusz Skrzyniarz
2016 września 07, 15:35

„Inka” i „Zagończyk” wreszcie spoczęli w poświęconej ziemi, a setki tysięcy Polaków – tych w Gdańsku i tych przed telewizorami – oddało im hołd. Niejednemu wzruszenie ścisnęło gardło, niejeden poczuł w sercu ulgę, że wreszcie Prawda wróciła na swoje miejsce. A mnie – gdy oglądałem transmisję z uroczystości – przypomniał się pewnien pomnik. Ilekroć jestem w Bieszczadach – odwiedzam go, by zadumać się nad niezbadanymi meandrami  polskiej duszy.

Pomnik stoi w Jabłonkach, patrzy z niego chmurne oblicze generała Karola Świerczewskiego „Waltera”, człowieka, co się kulom nie kłaniał. W tym roku zastaliśmy tam z żoną grupkę turystów, którzy głośno ubolewali, że momument stracił dawny splendor. Jeden z nich, pan około sześćdziesiątki, pióropuszem z liści sprzątał płytę okalającą cokół, postali patrzyli zadumani. Wcześniej przeczytali tablicę uprzedzającą, że bohater jest dziś „postacią kontrowersyjną”.

Cóż, można i tak nazwać warszawiaka z Woli, który podczas wojny polsko-bolszewickiej na własną prośbę zaciągnął się do armii… Tuchaczewskiego, w 1921 roku krwawo tłumił w Rosji chłopskie powstanie Antonowa, a w 1928 roku został oficerem sowieckiego wywiadu. Można go też nazwać zatraconym alkoholikiem, bo chlał bez chwili przerwy. Nad Wiaźmą tak pokierował po pijanemu swą dywizją, że z 10 tysięcy ludzi ocalało… pięciu. Żukow skierował go wówczas do szkolenia rezerw, bo nawet sowieckie dowództwo nie było w stanie tolerować kogoś takiego na linii frontu. Odegrał też niechlubną rolę w sądach wydających wyroki śmierci na żołnierzy AK i nigdy nie popierał próśb skazańców politycznych wnoszących o prawo łaski.

Gdy 28 marca 1947 roku, jako wysoki dygnitarz wojskowy, dokonywał inspekcji w Bieszczadach, został zastrzelony w zasadzce UPA. To wersja oficjalna. Nieoficjalna jest taka, że wykończyli go swoi. Za dużo gadał po pijanemu i stał się bardzo niebezpieczny. Ale to wersję oficjalną przekuto w legendę i tak generał Karol Świerczewski został jednym z najpopularniejszych patronów w PRL. O czym do dziś dobitnie świadczy pomnik w Jabłonkach.

Zapytacie Państwo pewnie – dlaczego tam jeszcze stoi?

Otóż w latach 90. tamtejsze władze kilkukrotnie próbowały go usunąć. Bezskutecznie. Wywoływało to za każdym razem taką wściekłość miejscowej ludności, że władze w końcu machnęły ręką i “Walter”  wciąż spogląda chmurnym wzrokiem na turystów.

A ja idę o każdy zakład, że wśród tych, którzy tak zażarcie go bronili, niejeden ocierał łzę wzruszenia, gdy składano do grobu szczątki „Inki” i “Zagończyka”.

Tomasz Natkaniec

CZYTAJ DALEJ

0.039 ms