Tegoroczne Święta Zmartwychwstania Pańskiego przypadają w Roku Miłosierdzia. Warto więc spojrzeć na to najważniejsze wydarzenie ludzkości z perspektywy Bożego Miłosierdzia.
- Bez zmartwychwstania krzyż pozostałby tylko pomnikiem męczeństwa – mówi biblista ks. dr Marcin Kowalski, wykładowca KUL i moderator „Dzieła Biblijnego” w diecezji kieleckiej i dodaje: - W filmie „Pasja” mamy łzę Boga, która spada na cały świat i oczyszcza go. Ale żeby to oczyszczenie było kompletne musi być zmartwychwstanie. Bez niego, jak mówi św. Paweł, „nasza wiara byłaby daremna”. Bez niego, pozostalibyśmy wciąż w stanie śmierci i grzechu, a Jezus byłby jednym z wielu, którzy umarli za dobrą sprawę. W zmartwychwstaniu widać, że Ten, który umarł nie jest zwykłym prorokiem i męczennikiem, ale Synem Bożym. Widać tutaj także determinację z jaką Bóg pochyla się nad grzesznikiem i leczy jego złamane grzechem życie.
Jezus otwiera nam drogę do zmartwychwstania. - Bóg nigdy nie zostawi nas w grobie. Jeśli będziemy wierzyć jak Syn, jeśli razem z Synem ofiarujemy nasze życie w Jego ręce, ono nie zakończy się w grobie. To jest objawienie Miłosierdzia Bożego, które otrzymujemy w tajemnicy zmartwychwstania. Święty Paweł mówi: „Jezus jest pierwszym z wielu, który otwiera drogę” (Zob. 1 Kor. 15. 20-23) – przypomina ks. Kowalski.
Zmartwychwstanie mimo, że otwarło nam drogę do Ojca i odmieniło nasze życie, jednak pozostawiło w nas zranienia grzechu. - Wciąż jest miłosierdzie i obietnica Boża pracująca nad naszym słabym życiem, złamanym grzechem. Jesteśmy wciąż tylko i wyłącznie w drodze do Królestwa Bożego. To nowe życie, które mamy dzięki zmartwychwstaniu, musi w nas wzrosnąć jak ziarnko gorczycy – wyjaśnia biblista.
Po zmartwychwstaniu Jezus bardzo cierpliwie przekonuje uczniów do tego, że żyje. – Święty Łukasz będzie mówił, że przez czterdzieści długich dni katechizował ich dowodząc, że żyje. Jak nieskończone miłosierdzie ma dla nas Bóg, który jest na tyle cierpliwy, żeby wciąż przekonywać nas do tego, że jest naszym Bogiem Ojcem, że żyje i prowadzi nas. On będzie liczył się z naszą słabością i uporem tak, jak liczy się ze słabością i uporem Tomasza. Będzie doskonale rozumiał nasze bunty, drogi ucieczki od Niego. Kiedy zmartwychwstały Jezus przyjdzie ostatecznie do Tomasza, przebaczając mu niewierność i brak wiary, będzie rozumiał, że apostoł chciał doświadczyć Go osobiście. To jest także cecha Bożego Miłosierdzia, które nawet po tym wielkim darze zmartwychwstania wciąż jeszcze rozumie, że jesteśmy tylko i wyłącznie grzesznikami, którzy noszą w sobie, w tych glinianych naczyniach, wielki skarb – podkreśla ks. Marcin.
W spotkaniach Jezusa zmartwychwstałego widać Boże Miłosierdzie kierujące się do najbliższych, którzy Go zdradzili i wyrządzili Mu największy ból i cierpienie. – Chrystus zbiera rozproszonych apostołów, przebacza im i taktuje ich z największą miłością i czułością. To także dla nas potężne światło nadziei, którą po chrzcie powinniśmy nosić i nią żyć. W Jezusie dano nam aż tyle, że staliśmy się synami w Synu. Bóg doskonale zdaje sobie sprawę, że Królestwo Boże jest ziarnem, które musi w nas mozolnie rosnąć. Aby tak było Miłosierdzie Boże będzie nad tym niestrudzenie pracowało – wyjaśnia ks. Kowalski.
W śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, Miłosierdzie Boże ukazało nam Boga, nieskończenie cierpliwego wobec naszego grzechu. – Jednak nie przekreśla Ono wagi naszych uczynków to znaczy, że możemy się Bogu wymknąć – przestrzega ks. Kowalski i dodaje: - Bożego Miłosierdzia nie można traktować jako usprawiedliwienia dla naszych grzechów i życia w słabości.
Papież Franciszek w swej książce „Miłosierdzie to imię Boga” zaznacza różnicę między grzesznikiem, a niemoralnym człowiekiem. - Miłosierdzie jest dla grzeszników, czyli dla tych którzy odkrywają słabość i grzeszność życia. Ci mogą liczyć na przebaczenie. Niemoralni to ci, którzy tkwiąc w grzechu traktują go jako swoje środowisko, którzy nie chcą nic z nim zrobić i arogancko żyją po swojemu. Ci niemoralni odrzucający Boże Miłosierdzie muszą liczyć się z tym, że to ich życie pozostanie życiem złamanym i stracą je. Odpowiedzialność za wykorzystanie daru łaski, którą mamy na wyciągnięcie ręki, spoczywa na nas. Przyjmiemy ją lub nie. Trzeba więc skorzystać z szansy, którą Bóg ofiaruje nam w swoim Synu – zachęca ks. Kowalski.
Jezus w Eucharystii przekazując nam Siebie podkreśla, że jest to Krew wylana za wielu. – Miłosierdzie Boże chce wszystkim ofiarować zbawienie, ale to my sami wymykamy się z tej kategorii wszystkich. My decydujemy, czy chcemy doświadczyć Bożego przebaczenia i miłości. Miłosierdzie leczy z grzechu, daje przyszłość, sens, pokazuje Boga nieustannie gotowego przebaczać, cierpliwego, ale trzeba tego Boga radykalnie wybrać w swoim życiu. Wiara to jest decyzja. Przed tą decyzją staje dziś także świat. Czy zechce być grzesznikiem, który wybiera Boże Miłosierdzie? Czy chce być niemoralnym, który żyje po swojemu? Pamiętajmy, ta decyzja będzie miała konsekwencje dla szczęścia naszego tu na ziemi, jak i szczęścia w wieczności – podkreśla biblista ks. Marcin Kowalski.
Katarzyna Bernat