Problemy, z którymi walczą obecnie polskie pielęgniarki i położne, można długo wyliczać. Protestują przeciwko pracy ponad siłę, ciągłemu dokładaniu obowiązków, pojedynczym dyżurom, niskiej płacy… Niestety, nikt ich nie słucha. Postanowiły więc działać. Są gotowe nawet na strajk generalny.
Chodzi o dobro pacjenta!
- Problemy środowiska pielęgniarskiego, to głównie problemy polskich pacjentów. Nie możemy mówić o dobrej pracy, skoro często się zdarza, że na czterdziestu chorych przypada jedna pielęgniarka. Do którego chorego ma pójść najpierw? Któremu zmienić pampersa? Przecież to oczywiste, że nie obsłuży wszystkich – mówi przygnębiona Zofia Małas, przewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Kielcach. - Ja każdego dnia dostaję masę telefonów od pielęgniarek. Pytają co mają robić, skoro są same na dyżurze? Najgorsze jest to, że jeśli coś się stanie, od razu pretensje: a gdzie wtedy była pielęgniarka? Nikt natomiast nie interesuje się, w jakich warunkach ona pracuje, ile ma obowiązków, dlaczego dyżuruje sama…. – dodaje Małas.
Przewodnicząca OIPiP nie kryje oburzenia z powodu sytuacji koleżanek. I nic dziwnego, skoro tak często słyszy się skargi pacjentów. Z jakimi dylematami muszą walczyć te kobiety, wie również Agata Semik, szefowa świętokrzyskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
To już dno
- My, położne i pielęgniarki, zostałyśmy z niczym, sięgnęłyśmy dna i dopóki rząd czegoś nie zrobi, to będziemy na tym dnie. Nakłada się na nas coraz więcej obowiązków, bardzo często niezgodnych z naszymi kompetencjami, przez co mamy mniej czasu na opiekę nad pacjentem – mówi poruszona Semik.
Agata Semik przekonuje, że ich problemy na rządzących nie robią wrażenia.
- Już nieraz byłyśmy pod Urzędem Rady Ministrów, kiedyś trzy tygodnie tupałyśmy tam nogami i nic to nie dało. Chyba nie mamy innego wyjścia, jak strajk. Być może kiedy dyrektorzy zauważą, że pielęgniarki strajkują i przez to stoi cały szpital, powiedzą rządzącym: zróbcie coś! Może poprzez taki nacisk od dołu coś zyskamy. Bo rozmowy w ministerstwie trwają od lat. Mogę pokazać cały stos dokumentów i pism. Myśmy naprawdę proponowały mnóstwo projektów i rozporządzeń. Bez skutku. Zawsze pojawiały się te same kurtuazyjne odpowiedzi: że nie mogą, że trzeba czekać na środki i tak dalej. - Proszę mi wierzyć, wyczerpałyśmy wszystkie możliwości oprócz strajku - twierdzi Agata Semik.
Szefowa świętokrzyskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych zapewnia jednak, że działania pielęgniarek nie są skierowane przeciw dyrektorom. - Nasze pisma muszą trafić najpierw do nich, i to z nimi zawiązywane są spory zbiorowe - bo takie jest prawo – wyjaśnia.
A ludzie nic nie wiedzą…
Zdaniem Semik pielęgniarki muszą głośno mówić o swych problemach, żeby społeczeństwo i pacjenci w ogóle je poznali. Bo nie znają. Zamiast tego wylewa się na nie wiadra pomyj. - Podam przykład: niedawno w pewnym mieście ewakuowano szpital, bo lekarze odeszli od pracy. W wyniku związanych z ewakuacją perturbacji zmarły dwie osoby. Ale o tym było cichutko. Za to o tym, że pielęgniarka nie zmieniła dziecku pampersa, bo strajkowała, usłyszała cała Polska… Więc o czym my mówimy? – pyta przewodnicząca. Na pytanie kiedy planują strajk, odpowiada:
- Jeżeli stanowisko decydentów nie zmieni się i dalej będą wykazywać kompletny brak zainteresowania, to po zamknięciu procedur związanych ze sporami zbiorowymi ogłosimy strajk generalny.
I co wówczas z pacjentami?
- Oczywiście powstrzymanie się od pracy też ma swój regulamin, którego musimy się trzymać. Będziemy ściśle przestrzegać prawa strajkowego, na przykład nie dopuścimy , by na określonych oddziałach nie została odpowiednia liczba pielęgniarek. Przecieżmamy na uwadze przede wszystkim ludzkie życie, więc nie pozwolimy żeby komuś stała się krzywda. Ale na pewno strajk generalny w znacznym stopniu utrudni pracę szpitali – dodaje Semik.
Iwona Gajewska