Część kieleckich radnych coraz częściej zwraca uwagę na to, że władze miasta same doprowadzają do zmniejszania liczby miejsc parkingowych poprzez stawianie słupków blokujących wjazd. Urzędnicy odpowiadają: takie są przepisy.
Słupki blokujące wjazd zamontowano w ostatnim czasie chociażby przy ul. Piekoszowskiej. W tym wypadku montaż był spowodowany zgłoszeniem ze strony Straży Miejskiej.
– Zatoka utwardzona ażurami dawała możliwość zaparkowania samochodów centralnie na tarczy skrzyżowania z ulicą Grochową i w odległości mniejszej niż 10 m od przejścia dla pieszych przez ulicę Piekoszowską. Z punktu widzenia prawa nie mogliśmy zadziałać inaczej – wyjaśnia Tomasz Zboch, dyrektor Biura Mobilności.
Z kolei opozycja podnosi, że choć w budżecie brakuje środków na wiele potrzebnych inwestycji, pieniądze na montaż słupków znajdują się zawsze.
– Mieszkańcy Malikowa przychodzą do mnie z prośbą o utworzenie chodnika łączącego Ślichowice z ich dzielnicą i nie ma na to pieniędzy w budżecie. Wystarczy odpowiedzieć na taki wniosek jednego, drugiego czy trzeciego mieszkańca, któremu przeszkadzają miejsca parkingowe, samochody czy funkcjonowanie lokalnych biznesów, że nie mamy na to zabezpieczonych środków i tych słupków po prostu nie montować – mówi Marcin Stępniewski, przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta.
Montaż słupków bywa też tragiczny… dla biznesów, bo często ogranicza możliwość parkowania w pobliżu chociażby sklepów. Jakiś czas temu zamknięto m.in. zakład zajmujący się szkłem przy ul. Turystycznej. Jego właściciel twierdzi, że właśnie przez montaż słupków.
„Nie jest to decyzja łatwa ani taka, którą podjąłem dobrowolnie. Niestety, zmiany wprowadzone przez Miejski Zarząd Dróg – w tym ustawienie gęstych słupków – uniemożliwiły dalsze prowadzenie działalności w tym miejscu. Brak możliwości zaopatrzenia zakładu oraz, co najważniejsze, brak możliwości podjazdu dla Państwa, moich klientów, zmusiły mnie do opuszczenia lokalu po 45 latach” – czytamy we wpisie firmy Centrum Szkła – Jerzy Gad na platformie Facebook.
Z kolei urzędnicy przypominają, że słupki w tym miejscu pojawiły się już cztery lata temu.
– Te słupki stoją na przejściu dla pieszych, centralnie na skrzyżowaniu. Wcześniej pojazdy jeździły tam po przejściu dla pieszych, przejeździe dla rowerów i poruszały się w tej newralgicznej strefie. Ograniczały też widoczność innym kierowcom. To są skrajnie niebezpieczne sytuacje, którym musimy zapobiegać – odpowiada dyrektor Biura Mobilności.