Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
Fot. Paweł Jańczyk
Fot. Paweł Jańczyk
Wspomnienia z dawnych lat - kadra Korony z sezonu 2005/06 odwiedziła Exbud Arenę
autor
Piotr Szczepanik
10 godzin temu

Przy okazji piątkowego (10 kwietnia) meczu Korony Kielce z Jagiellonią Białystok świętowano 20-lecie istnienia stadionu przy ulicy Ściegiennego 8. Z tej okazji klub zaprosił piłkarzy oraz sztab szkoleniowy drużyny, która 20 lat temu inaugurowała grę na tym obiekcie.

Pośród zaproszonych piłkarzy znaleźli się m. in. Grzegorz Piechna, Marcin Kaczmarek, Hernani, Robert Kolendowicz, Marcin Robak, Grzegorz Bonin, a do Kielc przyjechał także trener zespołu Ryszard Wieczorek.

Przed meczem grupa rozdawała autografy oraz robiła zdjęcia z kibicami na dziedzińcu Exbud Areny, a w przerwie spotkania odebrała okolicznościowe szaliki na murawie stadionu.

Ryszard Wieczorek nie ukrywał wzruszenia z otrzymanego zaproszenia:

- Dawno nie odwiedzałem Kielc. Tak się złożyło, że albo pracowałem gdzieś, albo prowadziłem swoje biznesy, więc nie było takiej okazji. Natomiast gdy przyjechałem tutaj we wtorek na wywiad, to zakręciła się łezka w oku i pojawiła się adrenalina.

64-latek zaznaczył także, iż praca w Kielcach była jednym z jego najlepszych momentów w karierze trenerskiej:

- Nie ukrywam, że był to jeden z lepszych okresów mojej pracy. To, że zespół grał dobrze, jest przede wszystkim zasługą tych piłkarzy, którzy tu dzisiaj się pojawili. 20 lat temu byli na szczycie, a ja miałem przyjemność bycia trenerem tej drużyny. Dzięki temu, że promowałem ofensywny styl gry i ściąganie kibiców na trybuny, można się cieszyć, że to była inauguracja, awans i wejście w nowy obiekt.

Inicjatywę kieleckiego klubu docenił Grzegorz Bonin, który w złocisto-krwistych barwach wypłynął na wody ekstraklasowego grania:

- Jest to dość sentymentalny powrót. Miałem okazję być w Kielcach 2 miesiące temu, gdy nagrywaliśmy materiały dla klubu, i wówczas wspomnienia wróciły. Cieszę się, że takie wydarzenie zorganizowano. Utrzymywałem kontakt z niektórymi chłopakami, natomiast z niektórymi nie widziałem się lata.

- Kiedy spojrzałem z perspektywy czasu na naszą ówczesną kadrę oraz tabelę ligową, to uświadomiłem sobie, że w naszym pierwszym ekstraklasowym sezonie zajęliśmy piąte miejsce - zabrakło nam dwóch punktów do europejskich pucharów. Później tylko raz powtórzyłem takie osiągnięcie z Górnikiem Zabrze, gdzie strata była o wiele większa. To był naprawdę fajny czas - dużo ofensywnej piłki granej skrzydłami. Będzie co dzisiaj wspominać! - dodał 42-latek.

Natomiast Marcin Kaczmarek nadal nie ukrywa dumy z powołania do reprezentacji Polski, które otrzymał, grając dla Korony Kielce. Był on wówczas jedynym kadrowiczem w historii kieleckiego klubu:

- Cały czas jestem z tego dumny. Wiadomo, zapisałem się w historii Korony jako pierwszy reprezentant kadry narodowej. Jestem z tego bardzo zadowolony i cieszę się do tej pory, bo nikt mi tego nie zabierze. Zostanie to ze mną i zawsze, jak ktoś się mnie pyta o to, to wiem, że dostałem to powołanie jako pierwszy Koroniarz.

Bardzo pozytywne wspomnienia z sezonem 2005/06 ma jeden z najlepszych napastników w historii Złocisto-Krwistych - Grzegorz Piechna. Legendarny “Kiełbasa” nadal jest jedynym królem strzelców Ekstraklasy grającym w żółto-czerwonych barwach:

- Wracam do bramek, które zdobywałem w tamtym sezonie. Ogląda je także mój syn - podpowiadam mu wówczas, jak ma się zachowywać w polu karnym, bo też zaczyna grać w piłkę, także wracamy do tego, oglądamy trochę tych bramek. Fajnie powspominać te dobre czasy.

- Nikt się wtedy nie spodziewał, że będę grał od pierwszych minut, bo trener Wieczorek miał inną koncepcję, ale później przyszły trzy mecze, które nie poszły po myśli trenera i rozpoczął się mój marsz po koronę króla strzelców. W pierwszym meczu [z Polonią Warszawa - przyp. red.] ustrzeliłem hat-tricka i później grałem już w podstawowym składzie, co szło mi bardzo dobrze.

Spore emocje związane z powrotem do Kielc w roli byłego piłkarza Korony towarzyszyły Robertowi Kolendowiczowi. 45-latek wielokrotnie odwiedzał Exbud Arenę w roli członka sztabu szkoleniowego Pogoni Szczecin. Ostatnia taka wizyta miała miejsce 13 września ubiegłego roku, gdy prowadzona przez niego Pogoń przegrała 0:1:

- Jest to fantastycznie uczucie. Minęło 20 lat, a wydaje się, jakby to było wczoraj. Widząc te znajome twarze, emocje i wspomnienia wracają, a te wspomnienia są dobre, bo mieliśmy wtedy fajny czas i fajną drużynę. Awansowaliśmy do Ekstraklasy, przejście ze starego stadionu przy ulicy Szczepaniaka na nowy przy ulicy Ściegiennego. To są historyczne momenty w życiu Korony i wszystkich ludzi, którzy temu klubowi dobrze życzą.

- Tamten okres był pełen nowych doświadczeń dla Korony. Myślę, że całe miasto czekało na otwarcie nowego stadionu i wszyscy bardzo mocno tym żyli. Moment przenosin na Ściegiennego to było ogromne wydarzenie i jeszcze raz podkreślę, że mam wrażenie, że to było tak niedawno, a od tamtych chwil minęło już 20 lat. Czas leci, a kibice doświadczali tutaj wielu wspaniałych chwil na tym stadionie. - zakończył 45-latek.

W sezonie 2005/06 Korona Kielce zajęła piąte miejsce w rozgrywkach Orange Ekstraklasy, zdobywając 47 punktów. Złocisto-Krwistym zabrakło wówczas dwóch oczek do miejsca premiowanego grą w I rundzie kwalifikacyjnej Pucharu UEFA.

W następnym sezonie drużyna prowadzona przez Ryszarda Wieczorka awansowała do finału Pucharu Polski, gdzie przegrała 0:2 z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski.

Reklama

CZYTAJ DALEJ