W niedzielę, 3 maja, Industria Kielce wygrała 34:26 (15:15) z Rebud KPR Ostrovią Ostrów Wielkopolski w pierwszym meczu półfinałowym Orlen Superligi.
Gospodarze dobrze rozpoczęli ten mecz. Wykorzystali błąd techniczny gości i wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Jednakże kielczanie szybko nadrobili straty, a gra pomimo przestojów toczyła się punkt za punkt.
W 10. minucie rzut Jorge Maquedy obronił Jakub Zimny, a ostrowianie wykorzystali swoją akcję, dzięki czemu ponownie mieli zaliczkę dwóch trafień. Kolejne minuty przyniosły niemoc strzelecką Żółto-Biało-Niebieskich, która została przełamana w 17. minucie gry, lecz przewaga podopiecznych Kima Rasmussena nadal utrzymywała się na poziomie dwóch bramek.
W 20. minucie Krzysztof Lijewski poprosił o czas dla drużyny. Przyniosła ona efekt, gdyż jego podopieczni szybko doprowadzili do remisu, dzięki czemu gra ponownie toczyła się na przewagi. Taki stan wydarzeń utrzymał się do przerwy, przez co na tablicy widniał rezultat 15:15.
Tuż po przerwie dobrymi interwencjami popisali się zarówno Jakub Zimny, jak i Klemen Ferlin.
Następnie rzut karny trafił Arciom Karaliok, a próba Smolikaua została obroniona przez Morawskiego. Nie przyniosło to jednak Industrii większego efektu w postaci przewagi. Co więcej, w 34. minucie białoruski obrotowy został ukarany czerwoną kartką.
Jednakże nie przeszkodziło to gościom w podkręceniu tempa gry. Patryk Marciniak popełnił błąd rzutowy, co wykorzystał Piotr Jarosiewicz. Chwilę później gospodarze stracili piłkę w prosty sposób, dzięki czemu Arkadiusz Moryto wyprowadził kielczan na trzybramkowe prowadzenie. W następnych minutach gospodarze zaczęli popełniać liczne błędy. Goście skrzętnie to wykorzystali i zbudowali sześciobramkowe prowadzenie.
W 43. minucie trener Ostrovii – Kim Rasmussen – poprosił o przerwę, jednakże nie przyniosła ona większych skutków. Iskra kontrolowała przebieg wydarzeń, nawet w momentach chwilowych wyskoków ostrowian.
W ostatnich minutach kielczanie docisnęli rywala, dzięki czemu wygrali 34:26.
Tak spotkanie podsumował trener Industrii – Krzysztof Lijewski:
- Wydaję mi się, że od pierwszej syreny graliśmy zbyt statycznie, szczególnie w ataku. Na początku meczu brakowało nam ruchliwości oraz swobody w działaniach. W obronie staliśmy zbyt płasko i pozwalaliśmy gospodarzom na rozpędzenie się, dzięki czemu łatwo dochodzili do sytuacji rzutowych. Czasami jest tak, że mniej znaczy więcej i w przypadku Ostrowa dzisiaj tak było, bo pomimo absencji kluczowych zawodników było widać, że znaleźli się zawodnicy, którzy weszli w ich buty i grali w bardzo zdeterminowany oraz odważny sposób. Nie kalkulowali, tylko wykonywali wcześniej ustalone założenia i robili to odważnie, a co za tym idzie skutecznie. Musieliśmy przetrwać ten trudniejszy fragment pierwszej połowy. Po przerwie zagraliśmy dużo szybciej – więcej biegaliśmy, pojawiło się więcej ruchu w naszych poczynaniach – zarówno w obronie, jak i ataku. Stworzyliśmy bezpieczną przewagę, którą mogliśmy kontrolować. Przed meczem rewanżowym musimy przeanalizować i poprawić wiele błędów, które się pojawiły. Najważniejsze będzie wyciągnięcie wniosków, bo osiem trafień jest jednocześnie dużą i małą zaliczką. W Hali Legionów postaramy się zagrać zupełnie inną piłkę ręczną.
Rewanż w piątek, 8 maja, o godzinie 20:30 w kieleckiej Hali Legionów.
Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski – Industria Kielce – 26:34 (15:15)
Ostrovia: Zimny, Ligarzewski – Urbaniak 2, Klopsteg 1, Frankowski, Gavashelishvili 5, Marciniak 5, Misiejuk 1, Wojciechowski 2, Smolikau 4, Burzak 5, Szpera 1
Industria: Morawski, Ferlin – Jędraszczyk 2, Olejniczak 4, Sićko, A. Dujszebajew 3, Kounkoud 4, Maqueda 3, Moryto 6, D. Dujszebajew 1, Karaliok 4 (czerwona kartka w 34. minucie), Vlah 1, Rogulski, Monar 4, Jarosiewicz 2, Nahi