SPORT
Korona chce nowej serii. Lech... wrócić do wyścigu o mistrza


W sobotę wieczorem Korona Kielce rozegra 27. mecz w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy. Kielczanie przystąpią do tego meczu w nietypowej dla siebie pozycji – po raz pierwszy w tym roku jako pokonana drużyna. O rozpoczęcie nowej serii powalczą w Poznaniu.
Przed tygodniem Złocisto-Krwiści pierwszy raz w rundzie wiosennej poznali smak porażki, przegrywając u siebie z Radomiakiem Radom 1:3. Do konfrontacji w Poznaniu podchodzą jednak jako ekipa plasująca się na wyższym miejscu w tabeli za rewanżową część kampanii niż tamtejszy Kolejorz.
Inaczej sprawa ma się jednak w sumarycznej liczbie punktów. Lech nadal walczy o mistrzostwo Polski, zajmując trzecie miejsce w ligowej stawce. To z góry narzuca ewidentnego faworyta tego starcia. – Bez względu na czas, termin czy miesiąc, Korona zawsze jechałaby do Lecha jako do jednego z faworytów do wygrania ligi. Tu się nic nie zmieniło. Jedziemy na trudny teren, przy licznej publiczności, bo dochodzą nas słuchy, że stadion będzie wypełniony. Cieszymy się z tego powodu – mówił Jacek Zieliński.
Najświeższe wspomnienia Koroniarzy ze stadionu przy Bułgarskiej są wręcz bajkowe. To tam przed sezonem zapewniali sobie utrzymanie, pokonując miejscowych 2:1 po dwóch golach Szykawki. (Tak przeżywaliśmy ten mecz na antenach naszego radia).
Ten wynik był jednak igłą zwycięstw w stogu siana porażek. Na 19 potyczek w stolicy Wielkopolski Żółto-Czerwoni wygrali tylko dwa razy. Na tarczy spod tamtejszego stadionu wyjeżdżali trzynastokrotnie, a w czterech potyczkach ugrali remis. – Statystyki są po to, żeby je przełamywać. Nie patrzymy na nie. Jedziemy zagrać swoje i powalczyć o punkty. Co z tego wyjdzie, zobaczymy w sobotni wieczór – dodał Zieliński.
Sobotnia potyczka będzie rewanżem za spotkanie z 29 września, gdy kielczanie po dobrym występie przegrali z poznaniakami 2:3. – Nawet w drugiej połowie graliśmy dobrze, bo wyszliśmy na prowadzenie i postawiliśmy się Lechowi. Te szybko stracone bramki trochę nami tąpnęły, ale walczyliśmy do końca. Po meczu powiedziałem, że o zwycięstwie Lecha przesądziły indywidualności. Walemark miał wtedy "dzień konia", strzelił nam trzy bramki. Lech ma takich piłkarzy i musimy się z tym liczyć, ale będziemy przygotowani – zauważył 64-latek.
Lech ma kim straszyć, jednak z jego imponującego wachlarza wypadł jeden z liderów ofensywy, Afonso Sousa, pauzujący za nadmiar żółtych kartek. – Zagrożenie przyjdzie z każdej strony. Te sytuacje są przeróżne. Nie ma jednakowych w meczu. Nie da się odtworzyć każdej sytuacji i każdy zawodnik może ją stworzyć, zdobyć bramkę. Ale ja będę starał się zrobić wszystko, żeby ich powstrzymać – powiedział Rafał Mamla.
Początek spotkania przy Bułgarskiej o godz. 20:15. Transmisja w Radiu eM Kielce rozpocznie się już kwadrans wcześniej.








