W sobotę (18 kwietnia) Industria Kielce przegrała 25:30 (12:16) z Orlen Wisłą Płock w półfinale Pucharu Polski, odpadając z rywalizacji o trofeum.
Pomimo wcześniejszych obaw w kadrze meczowej Żółto-Biało-Niebieskich nie zabrakło kluczowych zawodników, którzy zmagali się z wirusem.
Pierwsze minuty spotkania były wyrównane, lecz brzemienne w skutkach dla kielczan. W jednej z pierwszych akcji kontuzji stawu skokowego po starciu z rywalem doznał Arkadiusz Moryto.
Istotny okazał się okres od 7. do 11. minuty, kiedy to wicemistrzowie Polski nie rzucili ani jednej bramki, a płocczanie trafili aż czterokrotnie, budując sobie tym samym przewagę.
W kilku ostatnich minutach pierwszej połowy podopieczni Tałanta Dujszebajewa wzięli się do pracy, próbując zminimalizować swoją pięciobramkową stratę. Pomogła w tym seria trzech goli zdobytych z rzędu. Jednakże podopieczni Xaviera Sabate kontrolowali sytuację, dzięki czemu do przerwy prowadzili 16:12.
Na początku drugiej części spotkania zobaczyliśmy inne oblicze kieleckiej drużyny. Po sześciu minutach kielczanie odrobili trzy trafienia względem przeciwnika, lecz był to ich łabędzi śpiew. Wisła szybko odzyskała kontrolę nad przebiegiem starcia, co szczególnie pokazała pomiędzy 48. a 50. minutą gry, kiedy to wyszła na sześciobramkowe prowadzenie, którego nie wypuściła z rąk.
Najskuteczniejszym zawodnikiem płocczan był Gergo Fazekas, zdobywając osiem bramek, a po stronie Iskry najlepszy był Alex Dujszebajew, który trafiał sześciokrotnie.
Tak spotkanie podsumował drugi trener Industrii – Krzysztof Lijewski:
- Ocena tego starcia jest niezbyt wysoka, bo przegraliśmy, praktycznie od początku goniąc naszego rywala. Popełniliśmy 13 błędów technicznych – jest to liczba, która zwala z nóg. Z takim przeciwnikiem, jakim jest Płock, ciężko myśleć o dobrym wyniku końcowym, jeżeli popełnia się tyle błędów. Puchar Polski ma to do siebie, że grasz tylko jeden mecz i nie ma żadnego rewanżu. Wygrywasz – grasz dalej. Przegrywasz – odpadasz. Szkoda, że nie daliśmy rady, mieliśmy wszystko w naszych rękach, natomiast drużyna z Płocka dzisiaj była lepsza
- Najważniejsze będzie wyciągnięcie wniosków ze spotkań z Pickiem oraz z tej potyczki. Do finałów Superligi jest dużo czasu, a nie zapominajmy, że mamy jeszcze ćwierćfinały i półfinały, które też trzeba rozegrać w dobrym stylu, aby móc dojść do ewentualnego finału. Na pewno nie spuścimy głów. Dzisiaj jest smutny, przykry dzień dla nas. Niestety taki jest sport – raz wygrywasz, raz przegrywasz, ale nie zwalnia nas to z obowiązku odrobienia lekcji. Przygotujemy się lepiej do następnej Świętej Wojny – dodał 42-latek.
Rozgrywający kielczan – Michał Olejniczak – nie ukrywał natomiast, że Nafciarze byli łagodni dla Żółto-Biało-Niebieskich w tym starciu:
- Myślę, że te pięć bramek różnicy to jest dosyć mały wymiar kary, patrząc na naszą dzisiejszą postawę na parkiecie, bo nie mogliśmy znaleźć skuteczności, przebić się przez obronę rywala i wszystko nam przychodziło trudno, więc jesteśmy bardzo rozczarowani i boli mnie fakt, że nie zaprezentowaliśmy się z najlepszej strony przed naszymi kibicami, którzy przyjechali i nas wspierali. Mieliśmy duże ambicje, ale życie je skutecznie weryfikuje. Musimy zrobić krok w tył i spojrzeć na to z innej strony.
Zdobywcą Pucharu Polski została Orlen Wisła Płock, która wygrała w finale z Wybrzeżem Gdańsk 31:25.
Industria Kielce rozegra następne spotkanie w środę, 22 kwietnia, o godzinie 18. Jej rywalem w wyjazdowym spotkaniu ćwierćfinałowym Orlen Superligi będzie Netland MKS Kalisz.