Nielegalne wyścigi ulicami miast to problem, który wciąż powraca w policyjnych statystykach. Miłośnicy szybkiej jazdy często pojawiają się między innymi w rejonie budynków Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, a także na ulicach Olszewskiego, Szajnowicza, Radomskiej czy Niskiej.
Jak przypomina podkom. Maciej Ślusarczyk z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji, w tym roku zmieniły się przepisy dotyczące nielegalnych wyścigów.
– Precyzuje je Kodeks karny. Zarówno organizowanie, jak i prowadzenie takiego wyścigu stanowi przestępstwo i oczywiście kierujący, który w nim uczestniczy, jest sprawcą przestępstwa. Grozi za nie od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności – wyjaśnia policjant.
Narzędziem, z którego mieszkańcy mogą korzystać, by zgłaszać niebezpieczne zachowania na drogach, jest Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa.
– Mamy tam kategorię „Nielegalne rajdy samochodowe”. Od początku roku do 17 sierpnia odnotowaliśmy tam 567 takich zgłoszeń. 450 z nich zostało zakwalifikowanych jako zgłoszenia niepotwierdzone. Blisko sto stanowiło pomyłkę. Mieliśmy trzy zgłoszenia potwierdzone i wyeliminowane, weryfikujemy 17 zawiadomień, kilka kolejnych natomiast wpłynęło – wylicza Ślusarczyk.
Jak podkreśla funkcjonariusz, ulice miast zdecydowanie nie są odpowiednim miejscem do organizowania wyścigów. Ryk silników, ogromna prędkość, brak zabezpieczeń – w takiej sytuacji do tragedii może być o krok…
– Przestrzegam przed braniem udziału w takich przedsięwzięciach. Jeżeli ktoś jest pasjonatem motoryzacji i jest w stanie kupić sobie naprawdę szybki samochód, to wystarczy dołożyć jakąś sumę i pojeździć na profesjonalnym torze wyścigowym. Nigdy na ulicy – mówi.
Spotkania miłośników motoryzacji najczęściej odbywają się raz w tygodniu, zazwyczaj wieczorem. Kiedy policjanci pojawiają się na takich spotkaniach, nierzadko ujawniają liczne nieprawidłowości: niesprawne technicznie auta, kierujących bez uprawnień, a nawet osoby prowadzące pod wpływem alkoholu czy narkotyków.
Wyścigom zazwyczaj towarzyszy także wiele osób, które obserwują zmagania kierowców. Nie są one w żaden sposób zabezpieczone przed rozpędzonymi samochodami.