PUBLICYSTYKA
O Afryce cisza
W ostatnich dwóch miesiącach światową opinią publiczną wstrząsnęło kilka straszliwych zbrodni lub zabójstw. Choćby okrutna egzekucja dokonana na modlących się Żydach na plaży w Sydney, a kilka dni temu - zabójstwo w Minneapolis Alexa Jeffrey’a Prettiego, pielęgniarza i zastrzelonego ; przez funkcjonariuszy federalnych. Te wydarzenia nie schodziły lub nie schodzą z czołówek mediów, wywołując oczywiste i słuszne oburzenie w całym cywilizowanym świecie i współczucie dla ofiar i ich rodzin.
Mniejsze oburzenie, a właściwie naszą całkowitą obojętność wywołują zbrodnie dokonywane w Afryce na chrześcijanach, głównie w Somalii, Sudanie, Nigerii, Erytrei, Demokratycznej Republice Konga. Ilu ich zginęło tylko w ostatnich trzech latach? Otóż 2023 r. - 3100 zabitych jedynie w Nigerii, globalnie - ok. 4,5 tys. 2024: 3,5 tys. zabitych w Nigerii, globalnie - 4,8 tys. 2025: globalnie podobnie. Podobnie wysoki poziom zabójstw i przemocy był w latach poprzednich. Dodajmy, że to są zabójstwa makabryczne: podpalenia żywcem, po straszliwych torturach i tak dalej. Niemal bez echa przeszły okrutne niczym rzucanie chrześcijan na pożarcie lwom w starożytnym Rzymie masakry w osadzie Yelwata w Nigerii (ok. 200 zabitych) albo Kasanga w Demokratycznej Republice Konga - tam blisko stu zamordowanych.
Użyłem słowa „obojętność”, ale niesłusznie. By być na coś obojętnym, trzeba mieć świadomość istnienia tego czegoś. Tymczasem społeczeństwa zachodnie po prostu nie mają pojęcia o zbrodniach równie okrutnych, co ta na plaży w Sydney. Dlaczego więc media w ogromnej większości milczą o tym? Ano właśnie…
To oczywiście nie jest przypadek ani niedopatrzenie redakcyjne tylko systemowy mechanizm. Co nim rządzi? Po pierwsze: logika medialna. Media żyją z uwagi. Żeby coś było newsem, musi być nagłe, jednostkowe, dramatyczne i najlepiej wizualne. Tymczasem mordowanie chrześcijan w Afryce jest ciągłe, rozlane w czasie, bez jednego spektakularnego momentu i bez kamer. To tragedia, która trwa, a nie wybucha. A to dla mediów zabójcze – bo ciągła groza nie klika się tak jak jednorazowy zamach na plaży czy strzelanina w USA.
Po drugie: brak presji społecznej. Media reagują na to, czego domaga się odbiorca. A mieszkańcy Nowego Jorku, Paryża, Brukseli i Warszawy nie tęsknią do informacji o mordowanych afrykańskich chrześcijanach, zaś na ulice wychodzą bronić klimatu, prawa gejów do posiadania dzieci, prawa kobiet do aborcji lub poszanowania dla zaimków osobowych. Więc cisza mediów jest w dużej mierze odbiciem obojętności odbiorców, czyli naszej, choć oczywiście media tę obojętność także wzmacniają.
Po trzecie: polityczna bezużyteczność tematu. Zamach w Sydney można skomentować, słusznie potępić, wpisać - równie słusznie - w debatę o ekstremizmie. Zabójstwo w Minnesocie – w debatę o policji. A co zrobić z taką Nigerią czy Burkina Faso? Potępienie nic nie zmieni, interesów niewiele. Więc temat znika. Media bardzo rzadko nagłaśniają sprawy, z których nie wynika żadne co dalej.
I po czwarte: cierpienie chrześcijan nie jest dziś nośne moralnie. Nie dlatego, że jest mniejsze – ale dlatego, że nie pasuje do współczesnej narracji o świecie. A media nie tylko opisują rzeczywistość. One ją kształtują właśnie poprzez narrację, którą same uznały za obowiązującą. Efekt końcowy jest więc ponury: świat oburza się wybiórczo, media to wzmacniają i w rezultacie masowe mordy w Afryce stają się kompletnie nieważne.
Więc chociaż my pamiętajmy o naszych zamordowanych afrykańskich braciach w wierze, skoro nie usłyszymy o nich w RMF-ie ani nie zobaczymy ich cierpienia w TVN-ie





