Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
Za własne pieniądze
autor
Piotr Michalec
2026.06.09 15:01

Ostatnio internety grzmią z oburzenia na rząd, który chce zafundować artystom wszelkiej maści dopłaty do składek ZUS. Z naszych podatków oczywiście. Kto jest artystą, ustali specjalnie powołana, ponad stuoosobowa komisja. Ja trochę pogrzebałem w tych interentach oraz w swojej pamięci i wygrzebałem kilkanaście nazwisk artystów, których nie dość, że nikt nie weryfikował, czy nimi są, to jeszcze utrzymywali się sami, bez niczyjej pomocy. I tworzyli. Niekiedy w wolnych chwilach. Zacznijmy od pisarzy:

A więc Antoni Czechow – był lekarzem. Mawiał zresztą: „Medycyna jest moją prawowitą żoną, literatura kochanką”. Leczył  biednych ludzi często za darmo. James Joyce uczył angielskiego w Trieście i Zurychu. Bez korepetycji i szkół językowych „Ulisses” prawdopodobnie by nie powstał. George Orwell pracował jako policjant  w Birmie, potem jako sprzedawca książek i dziennikarz. Joseph Conrad przez niemal całe młode życie był marynarzem i kapitanem statków handlowych. Wallace Stevens, jeden z największych poetów XX wieku, dyrektorował firmie ubezpieczeniowej. Wyobraźmy sobie człowieka piszącego metafizyczne wiersze między analizą polis na życie... 

Weźmy polskich mistrzów pióra. Pominę tych XIX wiecznych - czasy były inne. Sięgnijmy do współczesnych nazwisk:  Tadeusz Różewicz – po wojnie był urzędnikiem  i dziennikarzem. Przez lata żył bardzo skromnie. Sławomir Mrożek – zanim zaczął utrzymywać się z literatury, pracował jako rysownik satyryczny i dziennikarz. Zresztą jego rysunki były naprawdę bardzo zabawne.  Marek Hłasko – kierowca ciężarówki, robotnik, pomocnik w magazynie. Zbigniew Herbert tyrał fizycznie przy pomiarach geologicznych i melioracyjnych. Imał się zresztą wielu zajęć, a w 1954 roku musiał go dokarmiać Leopold Tyrmand, tak był biedny. Edward Stachura  też pracował fizycznie, też m.in. przy melioracji, ale i w gastronomii, generalnie - dość dorywczo. Miron Białoszewski pracował na poczcie i jako dziennikarz, prowadził też eksperymentalny teatr domowy praktycznie bez pieniędzy.

A aktorzy? Ci najsławniejsi?

Taki Steve Buscemi, zanim został gwiazdą, był strażakiem w Nowym Jorku. Co ciekawe, po zamachach 11 września wrócił pomagać dawnym kolegom. Sylvester Stallone pracował jako bileter, sprzątacz w zoo i ochroniarz. Był moment, gdy praktycznie nie miał pieniędzy na jedzenie. Potem zagrał Rocky.’ego. Harrison Ford zanim został Hanem Solo w „Gwiezdnych Wojnach”, pracował jako stolarz  i to dosłownie ratowało mu finansowo życie . Danny DeVito był fryzjerem i kosmetologiem. Aktorstwo długo nie dawało mu stabilności.

Whoopi Goldberg pracowała jako sprzątaczka, kasjerka, a  w domu pogrzebowym robiła makijaż zmarłym. Dopiero potem dostała Oscara. Brad Pitt rozwoził lodówki, przewoził meble i reklamował restaurację przebrany za wielkiego kurczaka. Chris Pratt mieszkał w furgonetce na Hawajach, pracował jako kelner i żył bardzo biednie, zanim trafił do filmu i telewizji.

Oni sami zarabiali na swój ZUS i tę listę można uzupełnić o muzyków, kompozytorów, malarzy (zwłaszcza z Montrmarte z przełomu XIX i XX wieku, na czele z Picassem i Modiglianim, którzy często nawet nie mieli na farby!)  Ale wiecie Państwo, co jest dla mnie dużo istotniejszym argumentem przeciwko wspieraniu twórców naszymi pieniędzmi? Nie wiecie? To wejdźcie na stronę SiePomga i zobaczcie, ile dzieciaczków czeka, by dobrzy ludzie wpłacili choć grosik na ich zbiórkę. Czyżby, według naszego rządu, emerytury artystów były ważniejsze niż życie tych maluszków?

Tomasz Natkaniec

CZYTAJ DALEJ