Matka Boża wiele razy interweniowała w historię Polski. Warto o tym pamiętać, że czasami nie tylko siła oręża przesądzała o zwycięstwie. Kult Matki Bożej jest szczególnie żywy w Polsce.
Maryja od najdawniejszych czasów była obecna w naszych dziejach. Świadczyć może o tym najstarszy polski hymn "Bogurodzica", będący pieśnią rycerstwa polskiego. Śpiewany był przed zwycięską bitwą pod Grunwaldem, o czym wiemy z kroniki Jana Długosza, którą spopularyzował Henryk Sienkiewicz w "Krzyżakach".
O kulcie i wielkim szacunku, jakim Polacy darzą Niepokalaną świadczą liczne kościoły Jej poświęcone. Szczególne ożywienie przypada na XVII wiek. Tego okresu dotyczą początki sanktuariów Maryjnych na przykład: w Kielcach, Włoszczowie, Piotrkowicach, Piekoszowie. Tymczasem w 1608 roku w Neapolu Matka Boża objawiała się włoskiemu jezuicie Guilo Mancinellemu i poprosiła, aby czczoną Ją, jako Królową Polski.
Zwycięska Jasna Góra
Maryja dała znać o swojej szczególnej opiece, jaką roztacza nad Polską podczas najazdu szwedzkiego w 1655 roku. Wojska polskie, praktycznie bez walki poddawały się, a najeźdźca niczym "potop" zalał całą Rzeczpospolitą. Król Jan Kazimierz musiał uciekać z Warszawy na Śląsk, gdzie znalazł schronienie. Jesienią 1655 roku protestanckie wojska zaatakowały klasztor na Jasnej Górze, gdzie od wieków była czczona ikona Matki Bożej. Wydawało się, że losy klasztoru są przesądzone, ponieważ broniła go tylko garstka obrońców skupionych wokół niezłomnego ojca przeora Augustyna Kordeckiego, który codziennie wychodził z procesją z Najświętszym Sakramentem na wały klasztorne. Szturm najeźdźców trwał około miesiąca, sprowadzono nawet specjalne działo zwane "kolubryną". Jednak nie udało się pokonać bohaterskich obrońców i zdobyć klasztoru. Szwedzi z niewyjaśnionych przyczyn nagle w święta Bożego Narodzenia odstąpili od oblężenia klasztoru. Od tego momentu duch wstąpił w Polaków. Odczytali to, jako cudowny znak interwencji Maryi w dzieje Polski. Zaczęła się obrona Ojczyny i skuteczne odparcie wroga. Odtąd Jasna Góra stała się narodowym sanktuarium Polaków.
Król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 roku w katedrze we Lwowie złożył uroczyste śluby, oficjalnie obierając Matkę Bożą Królową Polski i Jej opiece zawierzając losy Ojczyny. Był to niezwykle ważny akt, ponieważ dla Polski zbliżały się trudne chwile związane z powolnym rozkładem państwa, a później ponad stuletnimi zaborami.
Warto jeszcze dodać, że do militarnych interwencji Matki Bożej na ziemiach polskich dochodziło także nieco wcześniej. Pisze o nich Wincenty Łaszewski w książce: "Historia objawień Maryjnych, t. 1". Czytamy w niej: "W 1648 roku Bogdan Chmielnicki zobaczył na murach klasztoru w Sokalu ogromne wojsko prowadzone przez jakąś Panią odzianą w jasne szaty. Pod wpływem tej świetlistej wizji zrezygnował z oblężenia. Podobnie było w Poczajowie, gdzie w potoku światła Turcy ujrzeli Maryję otoczoną zbrojnym wojskiem anielskim".
Gietrzwałd - światło w czasach zaborów
Kolejnym ważnym miejscem związanym z interwencją Matki Bożej jest Gietrzwałd, położony na Warmii. Tam od 27 czerwca do 16 września 1877 roku objawiała się Matka Boża. Maryja, ukazując się dwom dziewczynkom Justynie Szafryńskiej i Barbarze Samulowskiej, zachęcała do codziennego odmawiania różańca. Do dziewcząt mówiła po polsku i dała nadzieję, że Polska odzyska niepodległość. Było to niezwykle ważne, ponieważ w owym czasie Polska była podzielona między trzech zaborców. Gietrzwałd leżał w zaborze pruskim, gdzie władze prowadziły brutalną germanizację i walkę z Kościołem Katolickim. Objawienia spowodowały, że do Gietrzwałdu ruszyły pielgrzymki pątników, chcących pomodlić się w tym wyjątkowym miejscu. Polacy, mający wielkie nabożeństwo do Bogurodzicy, odzyskali poczucie swojej tożsamości narodowej. W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, spełniła się obietnica Matki Bożej. Sto lat później, w 1977 roku Kościół Katolicki potwierdził prawdziwość objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.
Bolszewicy uciekają przez Maryją
Odzyskanie niepodległości w 1918 roku nie zakończyło walki Polaków o granice swojego państwa. W 1919 roku wybuchła wojna polsko-bolszewicka. Komunistyczna Rosja znów chciała zagarnąć Polskę i rozkrzewić rewolucję bolszewicką na całą Europę. Na szczęście latem 1920 roku na tej drodze stanęli polscy żołnierze, którzy bohatersko bronili Warszawy. Bitwa Warszawska, 15 sierpnia w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, przesądziła o losach wojny. Wojsko Polskie pokonało nacierających bolszewików. Z relacji świadków wynikało, że sowieccy sołdaci uciekali w popłochu spod Warszawy, ponieważ na niebie nad polską stolicą ukazała się Maryja z wojskiem anielskim otaczająca swoim płaszczem Warszawę. Do historii, bitwa przeszła, jako "Cud nad Wisłą", ponieważ młoda armia, odradzającego się państwa polskiego, której nikt z wielkich przywódców światowych nie dawał żadnych szans, pokonała nacierającą i liczniejszą armię bolszewicką. Wiele czynników złożyło się na to zwycięstwo: militarnych, społecznych i właśnie religijnych. Ówczesny arcybiskup warszawski Aleksander Kakowski polecił codzienne modlitwy i procesje z Najświętszym Sakramentem. Mieszkańcy Warszawy i całej Polski na kolanach prosili o interwencję Bożą. Niebo nie zawiodło. Pomoc przyszła od Matki Najświętszej.
W okresie międzywojennym wielkim czcicielem Niepokalanej był franciszkanin ojciec Maksymilian Maria Kolbe, który na cześć Maryi zorganizował Rycerstwo Niepokalanej, wydawał pismo katolickie, a nawet wybudował miejscowość pod Warszawą o nazwie Niepokalanów. Należy podkreślić, że pobożność Maryjna była bardzo żywa wśród Polaków z różnych warstw społecznych. Jak wiemy ojciec Kolbe dał świadectwo miłości bliźniego dobrowolnie oddając życie za współwięźnia w Auschwitz.
Maryja zwycięża komunizm
Konsekwencją II wojny było m.in. wymordowanie polskiej elity, zburzenie Warszawy oraz narzucona z Moskwy komunistyczna władza, która rozprawiła się z opozycją polityczną i oporem zbrojnym Żołnierzy Wyklętych. Nadzieje Polaków znów były w Kościele Katolickim i Matce Bożej. Umierający w 1948 roku Prymas Polski kardynał August Hlond powiedział, że wyzwolenie Polski przyjdzie przez Maryję. Miał rację. Na czasy komunistycznego zniewolenia Pan Bóg dał dwóch gigantów ducha, którzy byli "niewolnikami Maryi", bo tak o sobie mówili: kardynał Stefan Wyszyński oraz kardynał Karol Wojtyła, późniejszy Jan Paweł II.
Kardynał Wyszyński podczas internowania przez władze komunistyczne napisał Jasnogórskie Śluby Narodu, nawiązujące do ślubów króla Jana Kazimierza, których 300-lecie przypadało w 1956 roku. Śluby zostały odczytane i ponowione podczas uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej 26 sierpnia 1956 roku na Jasnej Górze. Szacuje się, że wzięło w nich udział około miliona wiernych. Niestety komuniści nie wypuścili z internowania Prymasa Polski. Na wałach jasnogórskich był tylko wymowny pusty fotel z biało-czerwonymi kwiatami. Jednak po tych uroczystościach, które zrobiły ogromne wrażenie, władze zdecydowały się wypuścić kardynała z uwięzienia. Po przybyciu do Warszawy przystąpił on do realizacji programu Wielkiej Nowenny, czyli trwającego dziewięć lat programu duszpasterskiego. Celem było przygotowanie Polaków na obchody Milenium Chrztu Polski w 1966 roku, a przede wszystkim odnowa moralna narodu. Najważniejsze miejsce zajmowała w nim peregrynacja kopi cudownego obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej po polskich parafiach. Polacy jednoczyli się więc przy Matce Najświętszej.
Możemy uznać, że zwieńczeniem tej długoletniej modlitwy oraz oddania narodu polskiego Matce Bożej był wybór kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Apostolską 16 października 1978 roku. Święty Jan Paweł II był wielkim Jej czcicielem. Nawet w swym zawołaniu miał słowa "Totus tuus" (Cały Twój), wywodzące się z zawierzenia Matce Bożej według Ludwika Marii Grignion de Montfort. Papież miał ogromny wpływ na wyzwolenie się Polaków spod jarzma komunizmu i wprowadził Kościół w trzecie tysiąclecie.
Zawierzmy się Maryi
Dziś, kiedy wokół nas jest tyle cierpień, niepokojów, lęków, zagrożenia bezpieczeństwa, ale też wiele grzechów, kłótni, rozpadu małżeństw naszą nadzieją jest Matka Najświętsza, która w swych objawieniach wzywa nas do zawierzenia się Jej i do odmawiania różańca. Ona jest jedyną nadzieją i ratunkiem na trudne czasy w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Katarzyna Bernat