MIASTO
Ranna suczka czekała na pomoc. W Kielcach nikt nie odebrał telefonu
Niespełna dwukilogramowa suczka o imieniu Beza została w sobotę (28 lutego) około godziny 17 zaatakowana przez owczarka niemieckiego. Zwierzę było w ciężkim stanie, jednak w Kielcach nie otrzymało pomocy weterynaryjnej.
– Chciałam, żeby chociaż ktoś ją zobaczył i podał jej środek przeciwbólowy, cokolwiek – opowiada Magdalena Detka, opiekunka zwierzęcia. - Jestem takim właścicielem, że psa ratuję, a nie katuję. Wyświetliłam wszystkich weterynarzy w Kielcach i zaczęłam po kolei dzwonić. Od 17.15 mam wszystkie połączenia na wykazie. Niestety w żadnej placówce nikt nie odbierał telefonu. Udało mi się dodzwonić tylko do jednego gabinetu, gdzie usłyszałam szczerą radę, żeby jechać do Krakowa. Zadzwoniłam więc do pierwszego lepszego gabinetu i od razu powiedziano mi, żebym przyjeżdżała. Jechałam ponad dwie godziny z ledwo dyszącym psem. Było widać, że bardzo cierpi. Dostała ogromnej odmy, powietrze zebrało się w całym ciele. Już około 30 minut przed Krakowem oddychała bardzo szybko, bałam się, że nie dojedziemy.
Sytuacja pokazuje problem z dostępnością pomocy weterynaryjnej w Kielcach. W mieście brakuje całodobowej opieki dla zwierząt, a w soboty wiele gabinetów przyjmuje pacjentów jedynie do godziny 14.
– Jestem zła, że nikt nawet nie zaproponował, żeby przyjechać i chociaż podać przeciwbólowy lek albo zerknąć na psa. Żeby powiedzieć, czy mamy szansę dojechać dalej. Sama podjęłam decyzję, że jedziemy, bo nie chciałam, żeby ona tak cierpiała – mówi.
Beza ostatecznie trafiła pod opiekę lekarzy w Krakowie, gdzie udzielono jej niezbędnej pomocy. Suczka od soboty do poniedziałku przebywała w tamtejszej klinice, z dala od swoich właścicieli.
