Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
Wynagrodzenia z puszek? Fundacja zaprzecza
Nina Wrzosek
2026.08.03 11:19

Niedawno do naszej redakcji wpłynęła anonimowa wiadomość dotycząca domniemanych nieprawidłowości przy prowadzeniu zbiórek przez Fundację Skrzydlate Serce. Jedna z informacji dotyczyła sposobu wynagradzania osób uczestniczących w zbiórkach charytatywnych. Według informatora osoby zbierające datki miały otrzymywać… połowę pieniędzy zebranych do puszki.

Założycielka fundacji, Ewelina Smolarczyk, stanowczo zaprzecza zarzutom:

– To pomówienia. Dzieci otrzymują normalną stawkę, ustaloną na podstawie umowy zlecenia. Staramy się zatrudniać młodzież w wieku szkolnym i studentów. Rozliczamy się na podstawie listy płac. Dzieci wpisują liczbę przepracowanych godzin i na tej podstawie otrzymują wynagrodzenie wynikające ze wspomnianej  umowy, niezależnie od tego, ile pieniędzy zbiorą. Środki na wypłaty uzyskaliśmy od prywatnych darczyńców – mówi Ewelina Smolarczyk.

Z grupowej konwersacji pracowników i zarządzających fundacją prowadzonej na komunikatorze wynika jednak, że uczestnikom zbiórek przekazywano inne informacje dotyczące zasad ich wynagradzania. Cytujemy:

„Jeśli zbieracie w parach, bo tak najczęściej chodzicie, to pamiętajcie, że wtedy dzielimy puszkę na pół i wy bierzecie połowę. Czyli na przykład jeśli łącznie macie w puszce 400 zł, to dostajecie 200 zł i tym się dzielicie”,  czytamy we wpisie Eweliny Smolarczyk.

 

Rozmawialiśmy z osobą uczestnicząca we wspomnianych zbiórkach:

– Dostajecie pieniądze tego samego dnia czy raz w miesiącu? – zapytaliśmy.

– Tego samego dnia. Idziesz, oddajesz puszkę i liczą to, co ci dadzą.

– Z pieniędzy z puszki?

– Tak. Połowa dla ciebie i połowa dla nich.

Zapytaliśmy zatem założycielkę fundacji, czy darczyńcy są informowani o tym, że część pieniędzy wrzucanych do puszek jest (według informacji  wynikających z powyższej konwersacji) przeznaczana na wynagrodzenia osób prowadzących zbiórkę. Ewelina Smolarczyk i temu zaprzecza:

– Generalnie trafia całość. My z tych puszek nie wypłacamy wynagrodzeń ani nie pokrywamy żadnych kosztów. Wszystkie materiały kupiliśmy z własnych środków. Wszystko, co zostanie wrzucone do puszki, musi zostać przeznaczone na Leosia (Kotarzewskiego - red.), ponieważ zgłaszając zbiórkę zadeklarowaliśmy, że koszty organizacyjne będą zerowe. Znaleźliśmy prywatnych darczyńców, którzy przekazali środki na ten cel. Dzięki temu całość pieniędzy z puszek trafi do dziecka – przekonuje Ewelina Smolarczyk.

Do redakcji trafiły też inne zrzuty ekranu z grupowej konwersacji. Jeden z uczestników zapytał:

„Ile procent z tego w ogóle dostaje Leoś? Niektórzy się pytają i nie wiem, co mówić.”

W odpowiedzi przedstawiciel fundacji napisał:

„Po odliczeniu waszego wynagrodzenia i kosztów organizacyjnych (zakup materiałów itd.) dla Leosia przekażemy około 40%.”

Na tę wiadomość Ewelina Smolarczyk odpowiedziała na grupie tak:

„Tak możecie mówić ludziom. To dla jego rodziców i tak daje ogromne wsparcie w walce o lepsze jutro.”

Zapytaliśmy panią Smolarczyk, czy jest autorką wspomnianych wpisów. W wyznaczonym przez nas terminie nie otrzymaliśmy odpowiedzi na wysłaną wiadomość.

O ocenę przedstawionej sytuacji poprosiliśmy prawnika.

– Jeżeli darczyńcy nie są informowani, że część przekazywanych przez nich środków trafia do osób zbierających, a nie do beneficjenta zbiórki, sytuacja ta może rodzić ryzyko odpowiedzialności cywilnej, administracyjnej, a w określonych okolicznościach również karnej, w szczególności w przypadku wprowadzenia darczyńców w błąd co do rzeczywistego przeznaczenia wpłat – mówi Agnieszka Lasota-Kita.

Jak podkreśla prawnik, co do zasady środki zebrane podczas zbiórki powinny zostać przeznaczone na cel wskazany w zgłoszeniu. Dopuszczalne są jedynie uzasadnione koszty organizacyjne, które muszą być odpowiednio udokumentowane i ujawnione.

– Część środków może zostać przeznaczona na inne koszty niż samo leczenie dziecka, ale tylko przy pełnej jawności. Jeżeli brak jest oficjalnych rozliczeń albo pojawiają się sprzeczne komunikaty, z prawnego punktu widzenia jest to sytuacja ryzykowna – dodaje.

Dodajmy, że Fundacja Skrzydlate Serca prowadzi zbiórkę na rzecz czteroletniego Leosia Kotarzewskiego, który choruje na niezwykle rzadki zespół Nicolaides-Baraitser oraz lekooporną padaczkę. Jak czytamy na stronie zbiórki, chłopiec wymaga kosztownego leczenia, częstych wizyt u specjalistów oraz intensywnej rehabilitacji, która pomaga odzyskiwać utracone umiejętności po napadach padaczki.

Do osiągnięcia celu brakuje jeszcze ponad 92 tysięce złotych. Strona Siepomaga również prowadzi zbiórkę na rzecz dziecka.

 

CZYTAJ DALEJ