Jacek Kowalczyk, dyrektor Departamentu Promocji, Edukacji, Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Marszałkowskiego to chłopak z Czarnowa, więc wiadomo: należał do tych, co w czasie meczu na podwórku nogi nie odstawiają.
Nic więc nic dziwnego, że zaliczył aż dziewięć złamań, w tym jedno na kolonii, gdy składał się do strzału przewrotką. To jednak miało przynajmniej swoje dobre strony: kolonistki otoczyły go później niezwykle troskliwą opieką. – No, po prostu skakały wokół mnie – oświadczył pan Jacek naszemu szpiegowi.
Słowem: łamał nogi i dziewczęce serca…