Jeśli już jesteśmy przy władzach miasta … Nie tak dawno temu nasz szpieg natknął się przy kasie hipermarketu na prezydenta Wojciecha Lubawskiego.
Oczywiście, jako wytrawny zwiadowca, zapuścił mu dyskretnego żurawia do koszyka. Ujrzał samo zdrowie: pomidory, ogórki, rzodkiewki i sałatę. Czujce włosy dęba stanęły na głowie. Przestraszył się, że prezydent, nie daj Boże, przeszedł na dietę wegetariańską albo coś w tym rodzaju. A kto wie, co z człowieka może zostać przy takim menu? Odetchnął z ulgą kilkadziesiąt minut później: pan Wojciech siedział w jednym z fast-foodów. I nie miał na talerzu samej zieleniny…
Czasem trzeba się p o s i ł k o w a ć czymś konkretnym.