Świętokrzyskie Prawo i Sprawiedliwość przedstawiało na małej cenie KCK swój program, polityczny oczywiście, nie artystyczny.
Zanim jednak przedstawiło, na estradę wyszedł senator Krzysztof Słoń, podszedł do mikrofonu, postukał w niego palcem i z szelmowskim uśmiechem oświadczył: - To jedyna szansa, żeby się dostać do tego urządzenia. Potem pewnie już mnie do niego nie dopuszczą…
Dodajmy tylko, że fatalizm senatora był niczym nieuzasadniony. Dostał swoje pięć minut, na szczęście.
Bo by nie zabrał głosu, to po prostu… SZKODA SŁÓW!