Z innej beczki. Nie sądziliśmy, że z obrońcy kieleckiej Korony, Tadasa Kijanskasa, jest taki straszny gaduła.
Wpierw udzielił naszemu dziennikarzowi półgodzinnego wywiadu, później obaj panowie pogwarzyli sobie jeszcze w pustym studio z półtorej godzinki, aż wreszcie zacny obrońca rzucił: – No to idę. Po czym przed budynkiem uciął sobie jeszcze półgodzinną pogawędkę z żurnalistą. I dopiero poszedł.
Elokwencja, że nie pogadasz...