Mieczysław Tomala, koordynator Igrzysk Polonijnych, zdradził nam, że kilka miesięcy temu kilkuosobowa ekipa organizatorów z Kielc wybrała się po naukę do Wrocławia, czyli do miasta, które jako ostatnie gościło tę imprezę. Efekt?
Nasi przedstawiciele usłyszeli tylko przestróg, że ich ciśnienie błyskawicznie poszło w górę i w drodze powrotnej nie obyło się bez leków przeciwbólowych.
Na szczęście po przyjeździe do Kielc podróżnicy uznali, że wcale nie jest tak źle – ludzie ambitni i gotowi do pracy, a infrastruktura sportowa wprost idealna do zorganizowana prawdziwego święta sportu. Tabletki można było zatem odstawić.
Bo jak wiadomo – od przybytku głowa nie boli.