Kilka dni temu poseł PO Artur Gierada skreślił parę słów do prezydenta Wojciecha Lubawskiego, w których skarcił go za złą – jego zdaniem – współpracę z organizacjami pozarządowymi. Plotkarz poznał kulisy jego epistolograficznego animuszu. Otóż list z inskrypcją „Do rąk własnych” przyniesiono do Ratusza w piątek, gdy adresat był na urlopie. Pismo poczekało więc do poniedziałku.
W poniedziałek prezydent nie zdążył go dobrze przeczytać, a już... rozdzwoniły się telefony z redakcji, jak je skomentuje. Tak sobie myślimy, że na miejscu nadawcy najpierw byśmy się upewnili, czy pan Lubawski zapoznał się z listem, a dopiero potem wysyłali go do mediów...
Ale na takie uprzejmości to się pan poseł pewnie nie p i s z e...