SPORT
Popowicz: na początku meczu u dziewczyn widać było spory stres


Szczypiornistki Korony Handball w swoim pierwszym meczu w rundzie rewanżowej PGNiG Superligi przegrały wysoko na wyjeździe z MKS-em Perłą Lublin 22:41.
Kielczanki zanotowały słaby początek w Hali Globus. Podopieczne Tomasza Popowicza po kilku minutach przegrywały już 1:10. Korona po pierwszej połowie miała już piętnaście bramek straty do najbardziej utytułowanej drużyny w kraju. Druga część w wykonaniu kieleckiego zespołu była zdecydowanie lepsza, bo przegrana tylko 7:13.
- W pierwszej połowie, od razu po wyjściu na parkiet było widać duży stres u dziewczyn spowodowany tym, że gramy w hali dziewiętnastokrotnego mistrza Polski, która była wypełniona blisko dwoma tysiącami kibiców. To robi wrażenie i w żadnym innym miejscu w Polsce się nie spotyka. W naszym zespole widać było zdenerwowanie, które przekładało się na słabszą grę - tłumaczył trener kieleckiej drużyny, Tomasz Popowicz.
- W miarę upływu czasu stres mijał i pod koniec pierwszej połowy zaczęliśmy grać swoją piłkę i te akcje jakoś wychodziły. W drugiej części wszystko poukładał się i dwadzieścia minut wyglądało bardzo dobrze, odrobiliśmy nawet delikatnie wynik. Końcówka była słabsza i rywal dorzucił kolejne bramek. Pierwszy mecz w Lublinie trzeba zapisać po stronie doświadczenia, które trzeba zdobyć - dodawał Popowicz.
Korona w Hali Globus musiała sobie radzić bez kilku kontuzjowanych zawodniczek. Na parkiecie zabrakło m.in. skrzydłowych Magdaleny Kędzior i Olesii Parandii. Najbardziej odczuwalna była jednak nieobecność kapitan - Honoraty Syncerz.
- Honorata spośród naszych młodych zawodniczek jest najbardziej doświadczona. Kto wie jakby wyglądał ten początek gdyby ona była z nami. Musimy sobie bez niej jednak poradzić przez dwa miesiące - wyjaśniał Popowicz.
Korona Handball czasu na rozpamiętywanie porażki w Lublinie nie ma zbyt wiele. Kielczanki w przyszłą sobotę w hali przy ul. Krakowskiej podejmą UKS PCM Kościerzyna.
- Dla nas to jeden z najważniejszym meczów w tej drugiej rundzie. Gramy z przeciwnikiem, z którym będziemy się bić o utrzymanie, więc musimy zdobyć punkty, szczególnie, że gramy u siebie - przekonywał trener Korony.








