W piątek, 8 maja, Korona Kielce przegrała na wyjeździe 0:2 z Rakowem Częstochowa w spotkaniu 32. kolejki PKO BP Ekstraklasy.

Trener Jacek Zieliński nie miał do dyspozycji trzech zawodników, którzy zmagają się z kontuzjami mięśniowymi. Są to Marcin Cebula, Kacper Minuczyc oraz Mariusz Stępiński.
Pierwsza połowa spotkania przebiegała bardzo spokojnie. Raków był bardzo aktywny i przeprowadzał wiele akcji, lecz przez 45 minut gry nie oddał ani jednego celnego strzału. Inaczej sytuacja wyglądała po stronie Złocisto-Krwistych, którzy odnotowali trzy takie próby.
Pierwsza z nich miała miejsce w dziesiątej minucie spotkania, kiedy to Wiktor Długosz dośrodkował na pole karne. Nieudane wybicie zanotował Stratos Svarnas, przez co na piłkę z drugiej linii nabiegł Simon Gustafson. Jednakże Szwed oddał zbyt anemiczny strzał, aby mógł on zaskoczyć Kacpra Trelowskiego.
W 23. minucie Wiktor Długosz doznał urazu, przez co musiał zostać zastąpiony na murawie przez Huberta Zwoźnego.
Blisko dziesięć minut później Korona odnotowała najlepszą okazję do strzelenia bramki w pierwszej części. Po rozegraniu na lewej stronie boiska Tamar Svetlin wykonał progresywne dośrodkowanie z okolic 35. metra. Dawid Błanik przedłużył jego zagranie, a strzał głową oddał Martin Remacle, lecz ponownie interweniował Trelowski.
Kilka chwil później, po sporej kopaninie kielczanie wprowadzili futbolówkę w pole karne, lecz próba Svetlina zostało zablokowane przez Svarnasa. Następnie swoich sił strzałem z dystansu spróbował Marcel Pięczek, lecz był on niecelny.
W 41. minucie Remacle uderzył z 20. metrów, natomiast i tym razem golkiper Medalików okazał się skuteczniejszy, przez co do przerwy na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis.
Po przerwie częstochowianie szybko odpalili działa, nie chcąc pozostać biernym na wydarzenia z pierwszej połowy. W 48. minucie do rzutu wolnego na wysokości 16. metra podszedł Marko Bulat. Jego centrostrzał skierowany ku lewemu słupkowi bramki przedłużył Oskar Repka. Piłkę znalazł Lamine Diaby-Fadiga, który oddał piękny strzał z przewrotki, którym pokonał bezradnego Xaviera Dziekońskiego.
Kilka minut później Koroniarze zmarnowali najlepszą okazję na strzelenie bramki w tym meczu. Po rozegraniu akcji na lewej stronie boiska Błanik zszedł do środka i podał futbolówkę na prawą stronę do wbiegającego w pole karne Remacle’a. Belg zagrał w pole bramkowe, lecz Antonin minął się z piłką, mogąc uderzyć na pustą bramkę.
120 sekund później Czerwono-Niebiescy ukąsili po raz drugi. Podopieczni Dawida Kroczka wykorzystali zamieszanie, które wytworzyło się w pole karnym gości przez bezskutecznie próby wybicia piłki. Ostatecznie futbolówkę z gąszczu nóg wyłuskał Marko Bułat, który mocno i pewnie uderzył pod poprzeczkę bramki Dziekońskiego, pokonując go. Po tym trafieniu Korona zeszła do defensywy i przestała konstruować groźne akcje ofensywne, a jedynie ich zręby.
Dziesięć minut później gospodarze mieli kolejną dobrą sytuację. Repka przejął słabe podanie Svetlina i szybko zagrał do Kochergina. Ukrainiec podał w pole karne do wychodzącego Tomasza Pieńki, jednakże skrzydłowy miał problemy z przyjęciem, co odbiło się na jego strzale, który sparował bramkarz Korony.
W 77. minucie Patryk Makuch próbował zaskoczyć Dziekońskiego strzałem z dystansu, lecz był on zbyt słaby. 8 minut później bardzo ładnym uderzeniem wewnętrzną częścią stopy popisał się Kochergin, lecz golkiper Złocisto-Krwistych przeniósł piłkę ponad poprzeczkę.
W doliczonym czasie gry Medaliki trafiły po raz trzeci, jednakże gol Patryka Makucha nie mógł zostać uznany, gdyż Jean Carlos, od którego rozpoczęła się akcja bramkowa, znalazł się na pozycji spalonej.
Tak spotkanie podsumował trener Korony – Jacek Zieliński:
- Przegraliśmy bardzo ważny mecz, który niósł za sobą wielki ciężar gatunkowy. Po meczu powiedziałem zawodnikom w szatni, że przegraliśmy ważną bitwę, ale wojna trwa dalej. Przed nami dwa kluczowe spotkania i musimy się na nich skupić. Nie zmienimy już tego wyniku, natomiast musimy się jak najlepiej przygotować do piątkowego starcia z Widzewem. Marzenia i założenia były inne. Myślę, że po pierwszej połowie też mieliśmy większe nadzieje na inny przebieg wydarzeń, ale niestety pierwsza bramka nas trochę nadkruszyła, po kilku minutach straciliśmy drugą i było bardzo ciężko.
Doświadczony szkoleniowiec uważał, że kulminacyjnym punktem, w którym Korona straciła swój wigor, był sprokurowany rzut wolny, po którym padła pierwsza bramka dla rywala:
- Uważam, że kulminacyjnym momentem był głupio sprokurowany rzut wolny dla Rakowa, po którym straciliśmy bramkę. Sytuacja Antonina na 1:1 będzie nam się śnić po nocach, ale my tracimy takie gole, a ich nie strzelamy. Nie będę mówił na gorąco, co się stało w drugiej połowie, bo łatwo jest snuć jakieś teorie, ale tej okazji bardzo szkoda, bo mogłaby nas przywrócić do gry i dała tlen. Kto wie, jakby to wyglądało. Na pewno nikt nie zakładał, że tak zaczniemy grać i nagle staniemy, bo to było bardzo dziwne, ale się stało.
Był to także trzeci mecz z rzędu, w którym kielczanie stracili bramkę po stałym fragmencie gry. 65-latek zaznaczył, że wynika to z wielu czynników:
- Na pewno jest to wypadkowa wielu czynników takich jak koncentracja czy odpowiedzialność, ale muszę przyznać, że uderzenie Fadigi było uderzeniem klasy światowej, bo można mówić o braku koncentracji, ale co z tego, jak pada taki strzał, który jest nie do obrony. Jednakże można powiedzieć, że jest to kwestia koncentracji, odpowiedzialności, wszystkiego po trochu. Coś jest na rzeczy.
Zieliński podkreślił, że nie zamierza rezygnować z funkcji trenera kieleckiego zespołu, będąc głównym odpowiedzialnym za jego los:
- Będę ostatnią osobą myślącą o rezygnacji i zrzuceniu z siebie odpowiedzialności za obecny stan rzeczy. Jeśli została zawarta tutaj sugestia o mojej rezygnacji, to ja ją od razu zaneguję.
Korona Kielce zajmuje obecnie 13. miejsce w ligowej tabeli z dorobkiem 39 punktów, mając zaledwie punkt przewagi nad strefą spadkową. Złocisto-Krwiści rozegrają następne spotkanie w piątek, 15 maja, o godzinie 20:30. Ich rywalem na Exbud Arenie będzie walczący o utrzymanie i znajdujący się w strefie spadkowej Widzew Łódź. Transmisja w Radiu eM Kielce i na emkielce.pl.
Raków Częstochowa – Korona Kielce 2:0 (0:0)
Bramki: Diaby-Fadiga 48, Bulat 57’
Żółte kartki: Bulat 45+5’ – Długosz 20’, Smolarczyk 70’
Raków: Trelowski – Tudor, Racovitan, Svarnas – Ameyaw, Repka, Bulat (Kochergin 65’), Amorim (Jean Carlos 75’) – Diaby-Fadiga (Makuch 75’), Brunes (Rocha 86’), Pieńko (Ivi Lopez 86’)
Korona: Dziekoński – Smolarczyk, Soteriou, Resta, – Długosz (Zwoźny 25’), Gustafson (Nono 63’), Svetlin, Pięczek (Matuszewski 74') – Remacle (Davidović 63’), Błanik (Nikolov 73’) – Antonin
Sędzia: Łukasz Kuźma (Białystok)
Partnerem SPORTU w Radiu eM Kielce 107,9 FM jest Autorud - Omoda Jaecoo. Kielce, Krakowska 297A