Od 25 grudnia weszły nowe zmiany w prawie konsumenta. Spowodowały one, że prawo jest bardziej przyjazne dla kupującego niż sprzedającego. Te poprawki w ustawie dotyczą również usług telekomunikacyjnych i zawieraniu umów przez telefon. O co chodzi?
Dzień dobry, moje nazwisko „XY”, dzwonię do Pana/Pani z firmy „Z”, ponieważ kończy się Panu/Pani umowa i mam dla Pana/Pani fantastyczna promocję z 50% rabatem za rachunek, z której tylko dziś może Pan/Pani skorzystać, oczywiście jeśli przedłuży Pan/Pani umowę...
Skądś to znamy prawda? Niezawodny robot kuchenny, który zrobi za nas każde ciasto, świetna pościel, która zapobiegnie wszystkim chorobom na świecie, super kredyt na bardzo korzystnych warunkach przygotowany specjalnie dla nas i przedłużenie umowy telefonicznej, dodatkowy Internet, minuty, sms-y, mms-y i cała reszta „bajerów”. Takie kolokwialne określenie jak „bajery”, jest jak najbardziej trafne, bo pięknie bywało zazwyczaj przy rozmowie telefonicznej, jak się później jednak okazywało na rachunkach płaciliśmy za coś, czego w ogóle nie chcieliśmy, albo za coś z czego nie korzystaliśmy. Tak jak na rachunku wszystko jest widoczne, tak i na umowie też powinno być. Słowna umowa dla niektórych to czarna magia, a człowiek lubi widzieć a nie słyszeć. Prawo w tej kwestii się zmieniło. Jak?
- Zmiana w ustawie prawo telekomunikacyjne, jest dosyć istotna. Zmienia ona bowiem art. 152 tej ustawy - mówi Dariusz Pyk miejski rzecznik praw konsumenta
Ale same paragrafy i liczby niewiele nam mówią. Więc o co chodzi?
- Wszystkie umowy zawierane telefonicznie, przez telemarketerów, obowiązane są być potwierdzane również w formie pisemnej. Takie rozwiązanie wykluczy wszystkie wątpliwe sytuacje, w których klient deklarował chęć zawarcia jakiejkolwiek umowy przez telefon i stawała się ona automatycznie wiążąca. Teraz dla potwierdzenia jego woli będzie ona musiała dotrzeć do klienta w formie pisemnej. Taki sposób zagwarantuje zapoznanie sie ze wszystkimi jej warunkami i postanowieniami. Potem sygnując ją swoim podpisem, będzie ona ważna i będzie mogła wejść w życie nie powodując jakichkolwiek reperkusji związanych z niedomówieniami, które nad wyraz często zdarzały się przy telefonicznym zawieraniu umów - kontynuuje Dariusz Pyk
Czyli słowna zgoda, zgodą, ale oprócz tego otrzymamy pismo, na którym miejmy nadzieję czarno na białym będzie napisane za co i ile płacimy bądź będziemy płacić. Dotychczas było inaczej
- Czy mam przyjemność rozmawiania z właścicielem tego telefonu?
- Tak, ale ja nie jestem zainteresowany/zainteresowana żadną promocją i dodatkowymi prezentami z Państwa strony
Nie szkodzi! Mam dla Pana/Pani świetną ofertę proszę o wysłuchanie... brzmiała dalsza część rozmowy. Zwykłe dziękuję nie wystarczyło, a ludzie się denerwowali, rzucali słuchawkami, co niektórzy używali różnego rodzaju epitetów, których nie sposób wymienić. W sumie to nie wina telemarketerów, taka praca, ale trzeba i należy też zrozumieć klientów, których cierpliwość ma również swoje granice. Teraz nie będzie ona wystawiana na próbę. Dlaczego?
- Telemarketerzy nie będą już mogli nas nękać, różnego rodzaju telefonami, promocjami, ofertami i bonusami. Tak było do tej pory. Jeśli oświadczymy w rozmowie z przedstawicielem danej firmy, iż nie życzymy sobie tego rodzaju ofert odbierać, dana firma będzie związana z treścią tego oświadczenia - wyjaśnia Dariusz Pyk
Czyli wedle nowych praw, obowiązkiem telemarketera jest po usłyszeniu słów, dziękuję nie jestem zainteresowany, zainteresowana, również grzecznie podziękować i zakończyć połączenie, a nie nagabywać w nieskończoność. Koniec z rozmowami o promocjach, rabatach i cudownych bonusach. Cieszycie się?