Władze miasta Kielce ogłosiły, że na lipcowej sesji Rady Miasta podejmą trzecią próbę przekonania radnych do poparcia kredytu konsolidacyjnego – tym razem na 354,5 mln złotych. Zebraliśmy opinie kilku rajców.
Maciej Jakubczyk, przewodniczący Rady Miasta:
Jestem przerażony tym, jak pani prezydent zarządza miastem i jak prowadzi dyskusje z radnymi. Żaden z nas nie wiedział, że na lipcowej sesji ma być procedowany projekt dotyczący kredytu konsolidacyjnego. W mojej ocenie będzie on oparty na jeszcze bardziej niekorzystnych warunkach i wyższej stopie procentowej.
Za te bezrefleksyjne decyzje zapłacą jednak mieszkańcy Kielc i kolejni włodarze miasta, którzy będą musieli spłacać ogromne odsetki. Każdy następny prezydent otrzyma miasto z jeszcze większym zadłużeniem. Uważam, że pani prezydent pomyliła kolejność działań. Najpierw powinno się rozmawiać z radnymi, przewodniczącym rady miasta i klubami, a dopiero później przedstawiać projekt mediom, mając świadomość, czy istnieje dla niego większość.
Myślę, że pani prezydent w obecnej sytuacji czuje się na tyle pewnie, ponieważ uważa, że dzięki temu, iż radni bezpartyjni znajdą pracę w spółkach miejskich lub Skarbu Państwa, poprą ten projekt i bezrefleksyjnie sprzedadzą Kielce w zamian za swoje miejsca pracy.
Wiktor Pytlak (KO), Przewodniczący Komisji Finansów Publicznych:
Wchodzimy w okres, w którym niemal 100 milionów złotych rocznie będzie przeznaczane na spłatę wcześniejszych zobowiązań. Nie są to zobowiązania obecnego zarządu, prezydent Agaty Wojdy ani obecnych radnych.
Moim zdaniem to ogromna kwota i wszyscy jako mieszkańcy Kielc musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy ograniczać inwestycje i przeznaczać środki wyłącznie na spłatę zadłużenia zgodnie z obecnym harmonogramem, czy też chcemy przygotować się do korzystania z dostępnych środków zewnętrznych.
Mam tu na myśli między innymi środki z Krajowego Planu Odbudowy i Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności. Z informacji, które otrzymaliśmy, wynika, że wśród zgłoszonych inwestycji znalazły się między innymi parking przy ulicy Solnej oraz parkingi z funkcją miejsc doraźnego schronienia przy ulicach Grunwaldzkiej i Kamińskiego. Szczególnie te dwie ostatnie lokalizacje są dla mnie ważne, ponieważ od dawna zwracałem uwagę na problem braku miejsc postojowych w okolicy szpitali.
Dla mnie możliwość pozyskania środków zewnętrznych, które można przeznaczyć na inwestycje, jest atrakcyjna. Trzeba oczywiście uczciwie powiedzieć, że konsolidacja oznacza wydłużenie okresu spłaty, a więc potencjalnie także wyższe koszty odsetkowe. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ramach środków z KPO mówimy o oprocentowaniu 0 proc. oraz możliwości umorzenia nawet do 20 proc. zobowiązania. Hipotetyczny wzrost odsetek związany z konsolidacją, szacowany na około 30 mln zł, mógłby więc zostać w praktyce zniwelowany przez umorzenie niemal 30 mln zł środków przeznaczonych na realizację wskazanych zadań inwestycyjnych.
Piotr Kisiel (PiS), Przewodniczący Komisji Rewizyjnej:
Wszyscy jesteśmy świeżo po konferencji prasowej i jedyne, co można z niej wywnioskować, to fakt, że pani prezydent próbuje bardzo dobrze opakować produkt, który – w mojej ocenie – nie jest korzystny dla miasta.
W 2025 roku dwukrotnie podejmowano próbę przeprowadzenia konsolidacji zadłużenia, a teraz pani prezydent wraca do tego pomysłu po raz kolejny. Jeżeli spojrzymy na poziom zadłużenia Kielc, zbliżamy się do bardzo niebezpiecznej granicy. Podczas konferencji pani prezydent mówiła, że mamy wybór: albo zaciskamy pasa, albo przeprowadzamy konsolidację. Ja uważam jednak, że najpierw powinny zostać zrealizowane inne elementy – zwiększenie wpływów i kontrola wydatków.
Mam wrażenie, że pani prezydent zaczyna od końca. Konsolidacja to nic innego jak rolowanie długu, czyli zaciągnięcie nowego zobowiązania na spłatę wcześniejszych kredytów. Dodatkowo pojawia się argument związany z pożyczką z Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności. Moim zdaniem te dwie kwestie nie muszą być ze sobą powiązane.
Jeżeli można pozyskać preferencyjną pożyczkę na inwestycje z oprocentowaniem 0 proc. i możliwością umorzenia części zobowiązania, to pytanie brzmi, dlaczego konieczne jest wcześniej zaciąganie 350-milionowego kredytu konsolidacyjnego. Na dziś nie widzę argumentów, które przekonywałyby nas do poparcia tej propozycji, choć oczywiście weźmiemy udział w rozmowach z panią prezydent.