Odpady po remontach, śmieci bytowe, ale także opony czy resztki aut – takie rzeczy trafiają na dzikie wysypiska. Od pierwszego stycznia tego roku do wczoraj (12 maja), kieleccy strażnicy miejscy podjęli 94 interwencje związane ze śmieceniem.
Jak mówi Bogusław Kmieć ze Straży Miejskiej w Kielcach, 18 spośród wszystkich zdarzeń związanych było z tworzeniem dzikich wysypisk śmieci.
– W takich miejscach odkrywaliśmy znaczne ilości odpadów. W 90 procent przypadków te dzikie wysypiska zostały już zlikwidowane, po namierzeniu i ukaraniu sprawców – mówi Kmieć.
A co trafiało na dzikie wysypiska?
– Na jednym z nich znajdowała się olbrzymia liczba opon, na innym mnóstwo sprzętów gospodarstwa domowego, na kolejnym odpady po remoncie. Na następnym… elementy karoserii aut, prawdopodobnie z jakiegoś warsztatu samochodowego, porzucone na ścieżce leśnej. Zdarzały się też stosy worków wypełnionych codziennymi odpadami bytowymi. To jest niezmiernie zadziwiające, ponieważ każdy z nas ma umowę na wywóz odpadów, to obowiązek. Dlaczego te śmieci nie trafiły do kontenerów? Nie potrafię na to odpowiedzieć – kwituje strażnik miejski.
W zdecydowanej większości przypadków udało się ustalić sprawców podrzucania śmieci. W trzech zdarzeniach mundurowi wciąż prowadzą czynności, by ustalić „delikwentów”.
– Zdarza się i tak, że mieszkańcy sąsiednich gmin przyjeżdżają do Kielc by porzucić śmieci. Tak było na przykład na terenach ogródków działkowych, za osiedlem Świętokrzyskim. Jeśli uda nam się złapać sprawcę na gorącym uczynku, najczęściej otrzymuje on mandat w wysokości pięciuset złotych. Ale dostaje też polecenie posprzątania terenu i wywiezienia odpadów na wysypisko. Musi także dostarczyć nam fakturę za przekazanie tych odpadów – wylicza Bogusław Kmieć.
Jeśli natomiast postępowanie trwa dłużej i sprawa trafi do sądu, sprawca musi liczyć się z grzywną – najniższa to pięć tysięcy złotych. Wśród miejsc, w których pojawiały się dzikie wysypiska śmieci w naszym mieście można wymienić ulicę Sybiraków, Zagrodową, Rzeczną, także Wietrznię i Zalesie.
Fot. Straż Miejska w Kielcach