Mija sześć lat od głośnego rajdu pijanego kierowcy ulicą Sienkiewicza w Kielcach. Aby zapobiec podobnym zdarzeniom, władze miasta ustawiły na głównym deptaku donice z kwiatami, które uniemożliwiają swobodny przejazd samochodów. Początkowo miało to być rozwiązanie tymczasowe. Donice miały zostać zastąpione automatycznymi słupkami wysuwanymi z jezdni. Mimo upływu lat inwestycja wciąż nie została zrealizowana. Sprawdziliśmy, dlaczego.
Jak wyjaśnia Marcin Januchta, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg w Kielcach, miasto nie zrezygnowało z tego pomysłu, jednak nadal trwają analizy dotyczące najlepszego sposobu organizacji ruchu na ulicy Sienkiewicza.
– Miasto nie rezygnuje z tego pomysłu i będzie chciało go zrealizować. Obecnie szukamy najwłaściwszego rozwiązania dotyczącego organizacji ruchu na ulicy Sienkiewicza. Projekt montażu słupków został włączony do szerszego przedsięwzięcia, jakim jest ITS 2.0. To projekt, który ma dokończyć rozwiązania związane z inteligentnym systemem transportowym i sprawić, aby funkcjonował on w pełnym zakresie. Na tę chwilę temat jest nadal procedowany, jednak nie zapadły jeszcze konkretne decyzje dotyczące wyboru rozwiązania, a tym samym nie rozpoczęły się przygotowania do postępowania przetargowego obejmującego zakup i montaż słupków – informuje Marcin Januchta.
Rzecznik MZD podkreśla, że montaż automatycznych słupków pozostaje aktualny, jednak na razie nie wiadomo, kiedy inwestycja mogłaby zostać zrealizowana.

Przypomnijmy, że donice ograniczające ruch na kieleckim deptaku pojawiły się w 2021 roku, po niebezpiecznym rajdzie pijanego kierowcy, do którego doszło rok wcześniej. Zostały ustawione w trzech lokalizacjach: przy mostku na Silnicy, pomiędzy ulicami Małą i Dużą oraz na Placu Literatów. Do dziś pełnią funkcję zabezpieczenia przed nieuprawnionym wjazdem pojazdów na deptak.
