Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 | Włoszczowa 94,4
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM
×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 43.

PUBLICYSTYKA

Stare, dobre małżeństwo

piątek, 13 lutego 2015 14:58 / Autor:
Stare, dobre małżeństwo
Stare, dobre małżeństwo

– Proszę pana, to jest anioł – twierdzi starszy pan, wskazując na synową, kobietę dojrzałą, ale młodszą od niego o kilkadziesiąt lat. – Ona do nas z całym sercem. Mamy tu jak w raju.

Jestem w jednym z kieleckich domów. Służbowo, dosłownie na trzy minuty. Nawet nie spodziewam się, że zostanę dwie godziny. Wychodzę w momencie, gdy próg mieszkania przekracza pracownik pomocy społecznej.

Odwiedzam małżeństwo z długim stażem. Razem od 1943 roku. Przeżyli wspólnie 70 lat, poznali się jeszcze przed wojną.

– Ja cię wychowałem, kobieto! Proszę pana, dopiero gdy ją wychowałem, wziąłem sobie tę babkę za żonę – mówi senior.

On ma 99 lat, do setki brakuje mu dokładnie miesiąca. Żona młodsza, i to znacznie – o 13 lat. Mimo to dużo sprawniejszy jest mąż. Pamięć? Doskonała. – Mogę panu wszystkie numery telefonów z głowy podać – zapewnia.

Żona nie widzi, mało mówi, nie może chodzić, a nawet przesunąć się na łóżku. Żeby ją przenieść, potrzebna jest pomoc. Do kobiety podchodzi syn, nachyla się, mówi tylko „Chwyć”, a matka od razu energicznie łapie go za szyję. Widać, że mają tę czynność opanowaną do perfekcji. Mimo to przenosiny sprawiają ból, z ust wydobywa się ciche „Olaboga…”.

– Dziadek mnóstwo przeżył... – zaczyna synowa. Ale nie kończy, bo przerywa jej teść. Mówi energicznie, żywiołowo. Emocje dają o sobie znać, nie potrafi usiedzieć w miejscu, co chwilę podrywa się z kanapy. Gestykuluje.

– Zadzwoniłem do niej dwa lata temu – wskazuje na synową. – Powiedziałem: "Przyjdź na kawę". Nie mogłem tam już wytrzymać... – okazuje się, że jakiś czas temu małżeństwo mieszkało w zupełnie innym miejscu. U córki.

– Gdy babka nie chciała jeść, to córka wzięła talerz i wyrzuciła za okno. Gdy zaczynała gorącąłyżką szurać delikatnie po ceracie na stole, to biła ją po rękach. Babka była głodna, ledwo żyła, bardzo schudła – wspomina i chwyta żonę za rękę. Robi to zresztą bezustannie, oboje dotykają się nawzajem niemal bezustannie: żona, mimo że nie widzi, to gdy mąż się emocjonuje, szuka go dłonią. Widać, że czuje ulgę, kiedy w końcu ją znajduje.

– Tutaj ten anioł dba o nas, o babkę... Jesteśmy w niebie – stwierdza i uśmiecha się do synowej.

– Nie w żadnym niebie, tylko u swojego syna! – wtrąca ona, wyraźnie speszona takimi słowami.

Mieszkanie małe, warunki lokalowe nienajlepsze. Ale za to miłość ogromna. A może przede wszystkim – niesamowity szacunek do drugiego człowieka.

W trakcie rozmowy okazuje się, że bagaż doświadczeń seniora jest rzeczywiście ogromny. Jak u każdego, kto przeżył wojnę: – W 1939 wzięli nas w niewolę. Jedną grupę do Niemców, drugą do Rosjan. Ja w tej drugiej. Patrzyli tylko, kto ma jakie blachy. Nocowaliśmy, a ja podsłuchałem rozmowę generałów, którzy twierdzili, że my już od nich nie wrócimy. Zakradłem się więc do drugiej grupy. Udało się, wsadzili nas do pociągu i ruszyli w drogę do Niemiec.

Wstaje z miejsca. Emocje znów biorą górę: – Mówię, że ja wyskoczę z pociągu, ucieknę im. Wtedy kolega łapie mnie za ramię i pyta, czy jestem głupi. Przecież z jednej strony lokomotywa i karabin maszynowy, z drugiej to samo. Wyskoczę i od razu mnie zastrzelą... W końcu ustaliliśmy, że jednak spróbujemy. Wykorzystamy okazję, gdy pociąg będzie na łuku. Liczyliśmy na to, że tak od razu nas nie zobaczą. Skoczyliśmy... Wpadliśmy w błoto, ale uciekamy. Pociąg zatrzymali, zaczęli nas gonić. Ujrzeliśmy dom, pobiegliśmy w jego kierunku. Kolega powiedział, żebyśmy tam się ukryli. Mówię, że nic z tego, dalej jest las, tam biegniemy. Niemcy weszli do tego domu, dostrzegłem ich, bo schowaliśmy się w lesie, leżeliśmy, wszystko widzieliśmy. W końcu odpuścili...

Mąż usiadł, ścisnął mocno rękę swojej żony: – Długo szliśmy przez ten las, dwa tygodnie. Kazałem koledze szukać drzewa, którego gałęzie są skierowane do dołu. Jak zacznie padać, to będzie spływało... Zagrabiliśmy liście, usnęliśmy. Nagle słyszymy kroki. „Niemcy idą”, przerażony kumpel zaczął niemal płakać. Podniosłem głowę. A wie pan... To były tylko sarenki – uśmiecha się. – Jak mnie zobaczyły, to uciekły.

Nagle żona, dotąd całkowicie milcząca, przerywa wywód. – A co ty się tak, Heniuś, jąkasz? – pyta

Wszyscy w śmiech. – Dziadka emocje ponoszą, to dlatego – wyjaśnia synowa.

Starszy pan wraca do opowieści: – W końcu zobaczyliśmy, że jakieś kobiety robią coś na polu. Podchodzę do jednej. „Jeńcem jestem, uciekliśmy od ruskich” – mówię, a ta... Nie uwierzy pan. Rzuca mi się na szyję, zaczyna płakać. I zamiast się zainteresować, czy nie chcemy czegoś zjeść, pyta czy jej brata nie widzieliśmy. Bo on też w niewoli, taką kurtkę miał na sobie, tak wyglądał... Nie widzieliśmy. Pytam, czy w wiosce Niemcy są. Są, ale dzisiaj zbierają się do odjazdu. Potem siedzieliśmy tam kilka dni. Już w Polsce... Całe szczęście.

Chwila ciszy, chyba pierwszej po blisko godzinie. Trzeba to wykorzystać. – Muszę państwu zrobić w końcu to zdjęcie – zagajam.

Prawie stuletni mężczyzna rzuca się na szyję małżonki, obejmuje ją całą swoją miłością, przyjaźnią i czułością. – To jest moja kochana żona – mówi. – Jesteśmy gotowi.

Tomasz Porębski

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

Zgłoś news
POSŁUCHAJ
WIDEO